OLYMPUS DIGITAL CAMERA

24 lipca 2016 Japonia

Co gdzie zjeść, czyli szybki przewodnik subiektywny

Na specjalną prośbę stworzyłam ten oto przewodnik po jedzeniu w miastach, które odwiedziłam podczas mojej ostatniej podróży po Japonii. Nie jest to przewodnik sensu stricte – nie lubię wyliczać miejsc i nazw knajp. Wolę napisać, co warto spróbować w danym mieście czy okolicy. Tak więc zrobiłam. Czasami podsuwam nazwę czy adres, ale chciałam przede wszystkim rozbudzić w Was, Drodzy Czytelnicy, poszukwiaczy smaku, którzy sami buszują i próbują. Mam nadzieję, że wpis ten okaże się pomocny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(więcej…)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

6 lipca 2016 Japonia Słodkie Wege

Mizu shingen mochi, czyli jadalna kropla

Uwielbiam ten moment przed deszczem, kiedy powietrze wypełnia mokry zapach lata. Wtedy otwieram wszystkie okna na oścież, próbując skusić go do wniknięcia do mojego domu i pozostania w nim. Oczywiście, zapach deszczu nie lubi być w zamknięciu – w czterech ścianach szybko znika i pozostaje tylko wspomnieniem. Pozwalam więc, by swobodnie przepływał między pokojami, od jednego okna do drugiego, a ja chciwie zaciągam się nim, siadając na balkonie lub moszcząc się na kanapie obok wielkiego okna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(więcej…)

friday links 3

26 czerwca 2016 Uncategorized

O ciszy

Cisza. Bardzo długa cisza. Ale wróciłam. Witajcie z powrotem. To był trudny okres. Czasami bardzo trudny. Pracowałam, uczyłam się, zajmowałam się domem, rodziną, nie narzekałam, nie zatrzymywałam się, nie odpoczywałam, nie myślałam. Wszystkie myśli i uczucia trzymałam w sobie, prąc naprzód, dalej i dalej. Ale w pewnym momencie stanęłam i zdałam sobie sprawę, że jestem zmęczona. Wyczerpana.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie miałam siły na nic. Wiedziałam, że muszę wreszcie zacząć odpoczywać. Że nie mogę spać po kilka godzin dziennie, pić trzech mocnych kaw na dzień, czarnych jak smoła, cały czas coś robić, ciągle i ciągle, bez przerwy. Więc zaczęłam małymi kroczkami. Szłam wcześniej spać. Oglądałam przez chwilę jakiś program w telewizji. Zaczęłam więcej rozmawiać z moimi przyjaciółkami, które przez cały czas stały przy mnie i były moim wsparciem. Ale mimo podjętych kroków, moje zdrowie mocno ucierpiało. Musiałam się więc zupełnie wyciszyć i zająć się nim, zanim sytuacja się pogorszy. Ale teraz więcej odpoczywam, regeneruję powolutku siły. Wracam.

W tym okresie przepracowania, frustracji i stresu, który z uporem maniaka naciskał na moją pierś i utrudniał oddychanie, pośród obowiązków, strachu i udawania wracałam do Japonii. Znowu do Japonii. Do momentu, kiedy byłam naprawdę wolna. Sama, nieobarczona niczym. Chłonąca wszystko ze spokojnym umysłem. Wspomnienia z Japonii przychodziły nieoczekiwanie, przywołane zapachem, dźwiękiem czy światłem prześwitującym przez liście kwitnących drzew. Wciąż przychodzą. Pojawiają się w każdym momencie, przy najzwyklejszych czynnościach, bez zapowiedzi. Nie są to obrazy z wielkich świątyń, miejsc wytłuszczonych w przewodnikach turystycznych, wciąż pięknych i niezapomnianych, mimo natłoku turystów. Te przebłyski z Japonii, które nagle wyślizgują się bez zapowiedzi z czeluści mojej pamięci długotrwałej to zwykłe momenty. Deszcz podczas powrotu do mieszkania z supermarketu w Osace, gdzie codziennie przechodziłam obok wielkich nóg autostrady sunącej nad ulicą. Stanie na balkonie późnym wieczorem w Kioto, popijając herbatę i obserwując ludzi spieszących do domów. Kupowanie wody w automacie przy malutkiej prywatnej klinice ukrytej wśród zawiłych uliczek Himeji, z dala od mrowiska turystów, jakim jest górujący nad miastem zamek. To kluczenie po ulicach i uliczkach miast, i odkrywanie księgarń pachnących starym papierem i kurzem, malutkich sklepików wypchanych po brzegi kuchennymi akcesoriami, barów ze świeżymi ciastkami lub waflami ryżowymi wciśniętych na rogu jakiegoś bloku lub maciupkich parków, gdzie ciepła woń kwiatów i trawy nagrzanej w słońcu mieszała się z krzykiem dzieci i śmiechem plotkujących staruszków. Zwykłe sceny, codzienne momenty, zapachy, dźwięki. To mnie uspokajało. Wciąż uspokaja.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I chociaż ta zwykła Japonia jest też brzydka, szara i nieraz wręcz śmierdząca, to dla mnie wciąż jest piękna. Wciąż ją kocham. Tak jak kocham tego bloga: wymyślanie potraw, robienie zdjęć, pisanie, kontakt z Wami, Kochani. I chociaż w przyszłości mogą pojawić się momenty, że znowu na blogu ucichnie, to pamiętajcie, Kochani, że mimo wszystko wrócę. Tutaj. Do Was.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

26 marca 2016 Uncategorized

Wesołego jajka, Drodzy!

Drodzy,

w Japonii Wielkanoc nie cieszy się tak wielką popularnością, co Boże Narodzenie. Mimo to chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego, bo przecież u nas Wielkanoc jest. Mam nadzieję, że – tak jak ja – spędzicie te święta w gronie bliskich, najlepiej tych najbliższych i najprzyjemniejszych. Żebyście nie musieli biegać cały czas i przygotowywać kolejnych rzeczy, tylko sobie wreszcie odpoczęli i żeby krewni (ci mniej przyjemni) nie zamęczali Was pytaniami. I może jeszcze, żeby była już wiosna, wiosna w pełni.

Wykorzystując okazję, chciałabym Wam przeogromnie podziękować, że jesteście tu ze mną, że mnie czytacie, że piszecie. Każdy Wasz głos, miłe słowo czy konstruktywna krytyka to dla mnie coś bardzo ważnego; coś, co pokazuje, że Marycooking ma sens. Dziękuję, Drodzy.

Jeszcze raz wszystkiego dobrego i ogromne dzięki!

Wasza Mary

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

20 marca 2016 Bento Ramen Wege

Shiitake wielozadaniowe

Robię się coraz lepsza w bento. I to nie byle jakich – zdrowych, pełnowartościowych i całkowicie wegańskich bento. Mój repertuar dań nadających się do pudełka powiększa się, a ja nabieram wprawy i pewności. Na razie kroczę powoli i uważnie, udoskonalam swój warsztat, ale póki co – mogę dostarczyć Wam przepis na jeden z moich obecnych faworytów, czyli gotowane shiitake. Woda użyta do namaczania grzybów pełna umami, sos sojowy, mirin, sake, troszkę cukru i świeży imbir to połączenie idealne. I jakie wszechstronne!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Owo shiitake jest wielozadaniowe, bo możemy dodać je zarówno do bento, jak i do obiadu (świetnie pasuje do ramenu) albo kolacji. Można jeść je na ciepło albo na zimno. Śmiało zróbcie sobie jeden spory rzut takich grzybów, a potem kombinujcie przez cały tydzień – shiitake się nie zepsują, jeśli będziecie trzymać je w lodówce. Nic się też nie zmarnuje – wodę z ich gotowania możecie wykorzystać, dodając ją do, na przykład, zupy, sosu czy wody, w której planujecie ugotować makaron czy ryż. Wybór zależy od Was.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeśli planujecie zrobić własne bento, to koniecznie przeczytajcie krótki wstęp o jego tworzeniu – znajdziecie tu też zasady bezpieczeństwa i higieny, o których nie można zapomnieć!

(więcej…)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

14 marca 2016 Bento Podstawy Szybkie Wege

Matcha shio, czyli herbaciana sól

Matcha kojarzy nam się głównie z, oczywiście, herbatą i z deserami. Ale przecież jej specyficzny, ziemisty smak pozwala też na eksperymentowanie z potrawami i przyprawami wytrwanymi. jakiś czas temu na Instagramie natknęłam się na zdjęcie tempury posypanej mieszanką herbaty matcha i soli. Pomysł ich połączenia wydawał mi się tak prosty, a jednocześnie tak ciekawy, że postanowiłam spróbować. Przepis jest nieprzyzwoicie wręcz szybki i łatwy, zajmie Wam może minutę – wliczając czas wyjęcia składników i miseczki do ich wymieszania.

Taka sól może sobie spokojnie stać u Was na półce z przyprawami, a Wy możecie dodawać ją do wszystkiego, co chcecie: do tempury, do zwykłego ryżu, do mięsa, do warzyw… Będzie pięknie wyglądać jako dekoracja, chociaż nie należy z nią przesadzać – chociaż słoność jest delikatnie przygaszona herbatą matcha, to wciąż jest to sól.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(więcej…)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

4 marca 2016 Uncategorized

#odkrywamTwórców

Ostatnio brałam udział w konkursie Blog Roku. Nie przeszłam do następnego etapu, co zrobić, ale i tak dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie głos. Dzięki! Ostatnio Ania z Kobiety do Kodu wymyśliła akcję #odkrywamTwórców, w której osoba biorąca udział dzieli się trzema blogami z własnej kategorii, które ją w jakiś sposób zainteresowały i mnie do niej zaprosiła. Oczywiście, zgodziłam się, bo pomysł wydaje się być fajny: w ten sposób rzeczywiście możemy coś z tego konkursu wyciągnąć, poznać nowe blogi, a nie skupiać się wyłącznie na rywalizacji i gorączkowym zdobywaniu głosów. Niestety, nie znalazłam żadnych blogów związanych z kuchnią japońską, które by mnie zainteresowały, ale poniżej zamieszczam trzy blogi kulinarne, które mnie zaintrygowały i wracam do poszukiwania inspiracji.

 IMG_1320

Lady Kitchen

Spodobały mi się tutaj od razu zdjęcia – kolorowe, ale utrzymane w prostej stylistyce. Dużo tutaj przepisów z każdego rodzaju kuchni, każdy znajdzie więc coś dla siebie. Oprócz przepisów autorka dostarcza nam dawkę ciętego humoru i ironii o sprawach różnych.

Poczuj się jak w domu

Kolejny blog, z ładnymi zdjęciami – jasne, proste, widać, że autorka wykształca swój styl. Tak samo, jak w Lady Kitchen, znajdziemy tutaj przepisy z różnych kuchni: zrobimy zarówno omlet ze szpinakiem jak i stare dobre spring rollsy. Duży plus za sporo przepisów śniadaniowych – omlety, placuszki czy „chińskie bułeczki”, co kto lubi.

Gotuj z Kasią

Zdecydowanie mój faworyt. Być może kojarzycie Kasię z magazynem KOCIOŁ, którego jest współtwórczynią. Jeśli nie znacie Kotła, to radzę Wam do niego zajrzeć, jest dostępny za darmo w sieci, a znajdziecie w nim fajne przepisy z cudownymi zdjęciami.

Ale wracając do bloga – od razu witają nas piękne zdjęcia, nie tylko jedzenia, ale też scen z życia Kasi i jej rodziny, także tej kociej. A jak wiadomo, koty są super.

Bardzo podoba mi się styl zdjęć Kasi – prosty, jakby trochę nostalgiczny, ale jednocześnie przyjemnie ciepły. Na blogu znajdziemy całą kopalnię pysznych przepisów, zarówno tych klasycznych – np. pastę z suszonych pomidorów, jak i specjały kuchni dolnośląskiej (sałatka ze skorzonery skradła me serce) czy azjatyckiej (jako fanka batatów nie mogę się doczekać, aby spróbować zupy z batatów!).

youmiko vegan sushi 6

1 lutego 2016 Wege

Wegańskie umami, czyli Youmiko Vegan Sushi

Nie jestem weganką, ale zdecydowanie bardziej wolę nie jedzenie mięsa niż jego jedzenie. Moja babcia załamuje ręce, ojciec wzdycha, ale ja z uporem gotuję sobie roślinne obiady. Jednak produkty pochodzenia zwierzęcego czasami jem. Ale coraz mniej, więc kto wie, może kiedyś się na „jarzynkową dietę” (termin mojej babci) przerzucę. Zwłaszcza, że z kuchnią roślinną w Polsce coraz lepiej. Cieciorka z cieciorką z ewentualnym dodatkiem tofu odchodzi już w niepamięć, a w polskich miastach rządzą kręcone na miejscu hummusy, „rameny” wegańskie i warzywne burgery. Ale wiecie, czego mi jeszcze brakowało? Wegańskiego sushi (albo w ogóle knajpy z wegańską kuchnią japońską, ale nie można mieć wszystkiego).

Moje prośby zostały wysłuchane (być może lisy ze świątyni Fushimi Inari w Kyoto i moje wspięcie się na górę Inari-san miały w tym jakiś wkład) i w Warszawie powstało Youmiko Vegan Sushi, 100% wegańskie i prawie 100% pyszne. W małej, przyjemnie urządzonej knajpce (przeważa biel i drewno, zdecydowanie moje klimaty) brodaci sushi masterzy tworzą wegańskie ładunki umami, bawiąc się smakami i fakturami. A bazą każdego sushi jest idealnie ugotowany ryż, stawiający odpowiedni opór zębom i błyszczący się jak małe perełki.

 

Processed with VSCOcam with a5 preset

Processed with VSCOcam with a5 preset

W 16-daniowym menu degustacyjnym, który miałam przyjemność spróbować, raz chrupałam okrę i migdały, raz żułam boczniaka ze świeżym wasabi, raz pozwalałam, aby awokado rozpłynęło mi się w ustach – sushi masterzy każdą porcją dostarczali nie tylko miłe ukłucie (czy raczej wręcz dźgnięcie) umami, ale też przyjemnie kontrastujące faktury, które jeszcze bardziej podkręcały smak. Miałam kilka faworytów: był wspaniały bakłażan z porem, tykwą, ogórkiem i awokado (uramaki owijane), gdzie intensywność bakłażana i kwaśnej tykwy (oba te składniki kocham i wielbię) były trzymane w ryzach przez ogórek. Mniam.Innym wspaniałym pomysłem był gunkan, gdzie ciekawych doznań organoleptycznych dostarczało ukochane przeze mnie natto (fermentowane ziarna soi, które spożywałam namiętnie na śniadanie w Japonii), którego charakterystyczny zapach i smak złagodziło usmażenie w chrupkim cieście. Mnie się pomysł bardzo spodobał, chociaż wiem, że ludzie mają do natto mieszane uczucia: dla niektórych jest to danie wręcz obrzydliwe. Interesujące było także dodanie srirachy (oczywiście, tylko odrobiny!) do niektórych sushi: zamiast dominować inne smaki, ostrość srirachy je podkręcała. Moim numerem jeden był jednak torcik, czyli ryż owinięty paskiem bakłażana i przystrojony awokado oraz prażonym wakame. Radzę ten specjał rzuć powoli, żeby pozwolić każdemu smakowi wniknąć w kubki smakowe.

Processed with VSCOcam with a5 preset

Processed with VSCOcam with a5 preset

Z drugiej strony jednak, zabrakło większej różnorodności w menu. Jestem świadoma, że o tej porze roku trudno o sezonowe warzywa, ale poeksperymentowałabym z topinamburem, selerem (np. zamarynowanym w zalewie na bazie sosu sojowego i pieczonym) albo moim ukochanym burakiem. Prostym, ale oferującym wiele możliwości rozwiązaniem jest też marchewkowa kinpira (pokrojona w paski marchewka smażona z, na przykład, sosem sojowym), której chrupkość miło współgrałabym z ryżem (jako że jestem fanką selera, marchewki oraz buraka, być może sama spróbuję poeksperymentować z przepisami na blogu).

Processed with VSCOcam with a5 preset

Najmniej zachwycił mnie deser. Był dla mnie zbyt słodki, nie jestem jednak amatorką słodyczy. Byłabym zachwycona mogąc spróbować  — być może w menu letnim — kakigori (japońskiego kruszonego lodu) z domowej roboty syropami, na przykład z shiso, matchy czy pasty z czarnego sezamu (kurogoma) lub też wegańskie lody.

Jeśli sądzicie, że Youmiko jest tylko dla roślinożerców, to jesteście w błędzie. Lunch w tym miejscu to idealny sposób na pokazanie komuś, że warzywa są nie tylko zdrowe, ale też naprawdę smaczne; ciekawe, wręcz. Dla najbardziej nieufnych mięsożerców polecam nigiri z boczniakiem czy torcik z bakłażanem – w obu przypadkach główne składniki do złudzenia przypominają wyglądem mięso (boczniak) lub rybę (bakłażan). To też idealne miejsce dla wszystkich miłośników sushi (na przykład mnie!), którym znudziły już się te wszystkie łososie, tuńczyki, ryby maślane i krewetki.  Dla lunchu w tej susharni naprawdę warto przyjechać do Warszawy. Youmiko Vegan Sushi jest pyszne, wegańskie i jest swoistym powiewem świeżości na polskiej scenie sushi. I oby pozostało nim na długo.

(Zdjęcie nagłówka pochodzi z materiałów prasowych Youmiko Vegan Sushi)

Youmiko Vegan Sushi:

Adres: ul. Hoża 62, Warszawa

Godziny otwarcia: 12:00-22:00 (w godzinach 12:00-17:00 serwowane są specjalne zestawy lunchowe)

FB: www.facebook.com/youmiko.vg

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

9 stycznia 2016 Japonia

Kyoto cz. II: tysiąc torii i lisy, czyli Fushimi Inari Taisha

Zimno. Szaro. Zima. Dzień jest niemiłosiernie krótki, a rzeczy do zrobienia coraz więcej. Obowiązki, obowiązki, obowiązki. Wszystko dookoła mnie pokrywa nieprzyjemne szare zmęczenie. Coraz częściej wracam myślami do Japonii. Do słońca i umiarkowanego ciepła wczesnej japońskiej jesieni. Do ciężaru plecaka i aparatu dyndającego u szyi. Do bólu stóp. Do zachwytu. Do jedzenia. Do niezależności i wolności. Do tego wszystkiego, czym Japonia dla mnie jest. I chociaż uczucie tęsknoty za tym krajem i czasem w nim spędzonym jest także bolesne, to jednak wracanie myślami do tamtego czasu przynosi mi ukojenie, drobny moment spokoju. Ta tęsknota, chociaż trudna do ubrania w słowa, daje mi także radość. Nie mogę się powstrzymać od planowania, kiedy znowu pospaceruję w parku Ueno i przysiądę przy fontannie, aby wygrzać się w słońcu albo kiedy zagłębię się w targ Kuromon w Osace i spałaszuję niezliczone pyszności, czekające na straganach…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moje wspomnienia z Japonii – zarówno te w głowie, jak i na zdjęciach – są pełne soczystych kolorów japońskiej natury i świątyń. Niesamowita zieleń roślinności, pod koniec mojego wyjazdu przechodząca już w czerwienie i żółcie, pstrokate barwy ubrań młodzieży i reklam na stacji metra, kolorowe szyldy na ulicy, głęboka czerwień świątyń, wszystko budzi wspomnienia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jednym z miejsc, które najbardziej zapadły mi w pamięć jest Fushimi Inari Taisha, świątynia słynna z korytarza czerwonych torii. To bez wątpienia jedno z najbardziej znanych miejsc w Japonii, przede wszystkim ze względu na słynny korytarz z tysiąca torii (senbon torii), ciągnący się od świątyni aż po szczyt świętej góry Inari (Inari-san). Jej wysokość nie jest porywająca – ma niespełna 300 metrów – ale bardzo przyjemnie się na nią wspina. No, chyba że próbuje się zdobyć szczyt w obcasach, jak niektóre Japonki, które mijałam po drodze.

(więcej…)

SAN MARINO

30 grudnia 2015 Słodkie Szybkie Wege

Sylwestrowe przekąski

Kochani, jutro Sylwester, jeżeli nie macie jeszcze pomysłu na sylwestrowe przekąski, to prezentuję Wam parę propozycji. Wszystkie opcje wegańskie zostały oznaczone jako /WEGE/.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku, Kochani! I udanego, pysznego Sylwestra.

(więcej…)