20 sierpnia 2015 Japonia Wege

Focaccia z miso i wakame

Uwielbiam miso. Słono-słodki smak nafaszerowany umami. Jest wszechstronna: dodajemy ją do klasycznej zupy miso, do nasu dengaku albo wykorzystujemy mniej tradycyjnie – w wegańskim miso ramenie lub w serniku ze słonym karmelem miso. Ostatnio odważyłam się połączyć pastę z jeszcze jednym składnikiem.

Z drożdżami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ośmielona przepisem na chleb na „zakwasie miso”, który znalazłam na stronie Lucky Peach, zabrałam się do eksperymentowania. Wybrałam focaccię jako obiekt moich badań.

Kojarzy mi się ona z latem, z przerwami w zwiedzaniu gorących toskańskich miasteczek w trattoriach, gdzie wyciera się talerz po owocach morza foccacią właśnie. Grillami w ogrodzie, gdzie podpieka się kromki tego chleba na grillu.

Ale przypomina mi też trochę zimę i rozgrzewające gęste zupy kremy zagryzane kawałkiem świeżej focacci.

Jednym słowem, kojarzy mi się dobrze.

Miso dodane do rozczynu wyostrza charakter tego pieczywa. Nadaje mu lekką zadziorność, przyjemną ostrość, głębię smaku charakterystyczną dla umami. Natomiast wakame wprowadzają charakterystyczną dla nich cierpkość, przez co całość jest jeszcze pyszniejsza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale wiecie, jaka focaccia jest najpyszniejsza? Ciepła, lekko podpieczona i z odrobiną masła. Mniam.

Ta focaccia sprawdza się świetnie jako element kanapek, ale można też wykorzystać ją właśnie do grilla lub zrobić z niej małe kanapeczki na przyjęcie lub jako przystawki. Można ją podgryzać do zupy albo owoców morza. Albo zgrillować i podać do sałatki. Sposobów jest multum!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(więcej…)

5 sierpnia 2015 Japonia Słodkie Szybkie Wege

Kakigori, czyli słodki sposób na upał

W tym tygodniu zbliżamy się do piekła. Bo jak inaczej określić te mordercze 40 stopni (i ich okolice), którymi nas straszą? Powietrze ma konsystencję starej galaretki, słońce radośnie smaży naszą skórę i mózg, pot leje się strugami. Ach, lato w pełni! Ciekawe, czy w takiej temperaturze pracował Dante, gdy opisywał poszczególne kręgi piekielne?

Ale nie martwcie się, jest prosty sposób, aby stawić czoła ogniu piekielnemu. I przy tym pyszny i orzeźwiający. Otóż, Kochani Czytelnicy, jest kakigori.

Processed with VSCOcam with s2 preset

Kakigori, czyli japońskie lekarstwo na tamtejsze gorące i parne lato: kruszony lód polany syropem. Są, oczwyście, wersje bardziej rozbudowane, na przykład ujikintoki, ale w tej najprostszej wersji potrzebujemy tylko trzech rzeczy: lodu, zimnej wody i syropu. Proste, prawda? I praktycznie każdy ma je w swoim domu. Improwizowany syrop możemy zrobić, dodając od soku cukier, mieszając i schładzając miksturę.

Gdybyśmy znajdowali się w Japonii – lub mielibyśmy polski oddział Amazona – z pewnością zaopatrzylibyśmy się w specjalną maszynkę do kruszenia, czy właściwie ścierania lodu. Albo skoczylibyśmy na najbliższą ulicę targową, gdzie na pewno znajdziemy stoisko serwujące ten przysmak. Niestety, żyjemy w Polsce i takiej maszynki (i takich ulic targowych) nie użyczymy. Ale, spokojnie! W końcu jest blender!

Blender lub malakser sprawdzą się świetnie. Wprawdzie otrzymamy kakigori bardziej wodniste od tego z maszynki, ale deser będzie równie pyszny i orzeźwiający.

Processed with VSCOcam with s3 preset

(więcej…)

2 sierpnia 2015 Bento Japonia Podstawy

Co włożyć do bento?

Sushi towarzyszy nam już od dawna: w prawie każdym polskim mieście natkniemy się na susharnię. Ich jakość jest często żadna, nie ulega jednak wątpliwości, że sushi to jedyna japońska potrawa, którą każdy Polak jako tako kojarzy. Od jakiegoś czasu się to zmienia. Na horyzoncie pojawił się ramen – czy ten tradycyjny serwowany przez Yeztu w Poznaniu, czy bardziej eksperymentalny w RAMEN GIRL w Krakowie. Niedawno w Warszawie otworzyła się pierwsza w Polsce udonownia Uki Uki, serwująca naprawdę pyszny udon. Będąc w stolicy możemy także udać się do Shabu Shabu na sycące, właśnie, shabu shabu. Uraczymy go także we wrocławskim Maki Sakata. Jednym słowem: potraw z Japonii na polskim rynku coraz więcej. Ale są to głównie dania (poza shabu shabu), które spożywa się raczej poza domem, nie w domu (chociaż można przecież zrobić sobie ryż do sushi i sklecić samemu jakieś maki albo zrobić własnoręczny makaron udon).

A jest przecież danie, które jest kwintesencją domowej japońskiej kuchni.

Jest bento.

Oczywiście, bento dostaniemy także w restauracjach czy w pociągach, ale to zwykłe, najpowszechniejsze bento jest codziennie przygotowywane przez tysiące japońskich matek w całej Japonii (tudzież partnerek lub – rzadziej – ojców/partnerów). Codziennie zastępy japońskich matek wstają rano i przygotowują bento rodzinie. Ma być różnorodnie, zdrowo i oczywiście pysznie. Kupują magazyny i książki poświęcone tematyce, doszkalają się i szukają inspiracji. Jest w tym także pewien tragizm – zamknięte w szufladkach z napisem „pani domu”, nie są w stanie robić wiele więcej. Przelewają więc całą miłość i energię w prowadzenie domostwa. A jedną z najważniejszych jego kwestii jest zapewnienie zdrowego, zbilansowanego posiłku rodzinie.

Przepisy wykorzystywane w bento są przekazywane z pokolenia na pokolenie. A potem doskonalone i przekazywane dalej.

I odnoszę wrażenie, że ta tradycja zaczyna się powolutku tworzyć też u nas – na zachód od Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie mówię tutaj o usługiwanie rodzinie, o które niektórzy mogą posądzić japońskie gospodynie. Chodzi mi o świadomość, jak ważne jest zdrowe odżywianie, zapewnienie zbilansowanego i smacznego posiłku bliskim (a także sobie, trzeba szanować siebie i swoje ciało!) oraz przekazanie tej świadomości dalszym pokoleniom.

Bento nieźle sobie w Polsce radzi. Nie weszło ono jeszcze na kulinarne salony, ale w blogosferze trzyma się mocno. Blogerki i blogerzy tworzą swoje bento i dzielą się nimi z resztą świata. Inspirują się zarówno kuchnią japońską, jak i tradycjami kulinarnymi nam bliższymi, na przykład włoskimi. Ogranicza ich tylko wyobraźnia (noo, i jeszcze zasady bezpieczeństwa – o nich w tekście poniżej).

Jeżeli chcecie zacząć tworzyć swoje własne bento, to zapraszam do czytania!

 

Co to właściwie jest bento?

Bento – czy też obento – to nic innego jak lunch zapakowany w pudełko. To taki mały, zbilansowany posiłek, który zabieramy do szkoły, do pracy, czy w podróż. Albo na specjalne okazje – na przykład na hanami czy podczas formalnej kolacji.

Istnieje kilka głównych rodzajów bento:

Podstawowym jest, oczywiście, najzwyklejsze bento przygotowane w domu.

Ootoya-Bento-III-600x900

(Zdjęcie zapożyczone z Just One Cookbook – przepis na bento z kurczakiem słodko-kwaśnym autorstwa Namiko Chen)

Mamy także kyaraben (albo charaben), które są małymi, jadalnymi dziełami sztuki. Na początku powstały jako sposób walki z niejadkami – kolorowe i zabawne bento miały zachęcić dzieci do jedzenia. Teraz jest to sprawa na tyle poważna, że istnieją liczne konkursy na skalę krajową oraz strony poświęcone wyłącznie kyaraben. Są one rzeczywiście słodkie i zabawne, ale niewielu z nas może sobie pozwolić na stworzenie tego małego dzieła sztuki codziennie rano.

animalkyaraben

(Przykład bento kyaraben – zdjęcie zapożyczone ze strony Adventures in Bentomaking)

Natknęłam się także na soshoku bento, czyli proste, zdrowe bento, korzystające z sezonowych składników i czerpiące, między innymi, z tradycji kuchni shojin, czyli wegańskiej diety buddyjskich mnichów.

Kolejnymi typem jest makunochi bento. Kunsztowne potrawy jedzone w pudełkach z laki podczas formalnych okazji.

4872516958_083f5b0869_o

(Przykład makunochi bento – zdjęcie zapożyczone z ed’s Place)

Jeszcze innym rodzajem bento jest kouraku bento, przygotowywane na pikniki i wypady poza miasto. Idealne chociażby na hanami.

2405998387_3644822cc0_z

(Przykład kouraku bento dla całej rodziny – zdjęcie zapożyczone ze strony Fukuoka Now)

Jest też eki bento – z reguły skracane do ekiben – kupowane na stacjach kolejowych i przeznaczone do zjedzenia w pociągu. Będę takie spożywać pasjami we wrześniu.

11745841_924495717607672_8788974900053054881_n

(Ekiben – zdjęcie autorstwa Namiko Chen z Just One Cookbook)

(więcej…)

12 lipca 2015 Japonia Słodkie

Melonpan

Melonpan chodziło za mną od dawna. Ale proces jego tworzenia zawsze wydawał mi się trochę skomplikowany, więc odkładałam zmierzenie się z tą słodką drożdżową bułką. Ale nareszcie się odważyłam. Oto melonpan. Nie ukrywam, że silnie inspirowałam się przepisami z Angie Is a Girl i Japanese Cooking 101. Polecam zapoznać się z tymi blogami, bo znajdziecie tam nie tylko smaczne przepisy, ale też i relacje z japońskich wycieczek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niech nie zmyli Was nazwa: określa ona charakterystyczny wzorek na skórce bułki – przypominający ponoć skórkę melona – nie zaś jej smak. Ten jest, po prostu, słodko-mleczny. No i ma tę przyjemną, drożdżową nutkę, która kojarzy się z dzieciństwem. Ale właśnie – jak każdy wypiek drożdżowy, melonpan powinien być zjedzony tego samego dnia.

Ten mało określony smak pozwala na eksperymentowanie. Możecie, na przykład, posypać bułeczki kawałkami czekolady. Jadłam taką w Japonii, polecam:
melon pan 7
(A oprócz melonpan – karepan, onigiri i Pocari, czyli niskobudżetowe śniadanie mistrzów)

Możecie też dodać ekstrakt waniliowy albo jakieś owoce – może truskawki albo, właśnie, melona? Spotkałam się także z melonpan z dodatkiem matchy, ma wtedy soczysty zielony kolor. Warto poszperać w internecie w poszukiwaniu inspiracji.

Wiadomo – z ciastem drożdżowym trochę się trzeba napracować, ale naprawdę warto. Melonpan nadaje się świetnie jako drugie śniadanie. Albo jako śniadanie numer jeden, na przykład z dodatkiem domowej roboty przetworów (przetestowałam na sobie!).

P.S. dla odważnych – wersja słodko-wytrawna: Przecinamy melonpan na pół, w połówki wsadzamy ser, np. brie albo roquefort, i zapiekamy w piekarniku.

P.S.2 Za dwa miesiące będę już w Japonii! Ajaj, nie mogę się doczekać!

Dobra, a teraz do przepisu.

(więcej…)

6 lipca 2015 Bento Japonia Szybkie Wege

Yaki onigiri

Obiecałm prosty i pyszny przepis i oto on: yaki onigiri. Tradycyjna ryżowa przekąska w nieco innej – chociaż wciąż kasycznej – formie. Smaczne zarówno na ciepło, jak i na zimno. No i robi się je rach-ciach.

Pozwolę sobie zasugerować, aby zabrać je na piknik albo jako lekkie i sycące drugie śniadanie. Chociaż obiecnie jest ciut za gorąco na piknik, ale zaraz ma się trochę ochłodzić. Także warto zaplanować już wypad piknikowy, nawet do parku. Jak mamy takie szalone lato, to kto wie, ile ono potrwa – lepiej się nim cieszyć, póki możemy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po więcej inspiracji piknikowych zapraszam tutaj.  A teraz do przepisu!

(więcej…)

14 czerwca 2015 Bento Japonia Szybkie Wege

Yasai yakitori

Hej… Dzień dobry, to ja, Marysia… Pamiętacie mnie jeszcze? Ha, ha, haha… Znowu cisza na blogu, za którą okropnie przepraszam. Zaliczenia, egzaminy, praca i inne sprawy już dawno mnie powaliły na ziemię, ale co rusz dają mi jeszcze celnego kopniaka. Ale spokojnie, jeszcze tylko dwa tygodnie. Potem idę spać na cały dzień, następnie budzę się i ruszam do kuchni gotować, pichcić i przetwarzać (spiżarkowe zapasy dżemów i innych przetworów są już niebezpiecznie małe).

Póki co, ostatni przepis z potraw, które zagościły na maratonie filmów japońskich: yasai yakitori, czyli szaszłyczki z warzywami. Można podawać je z sosem lub jeść też same. I możecie się nimi rozkoszować na przykład na grill party.

Przechodzę teraz do przepisu i lecę walczyć dalej!

(więcej…)

28 maja 2015 Bento Japonia Wege

Soja gotowana z kombu, czyli zdrowa przekąska

W czwartki zakrzywiam czasoprzestrzeń. Ale tylko troszkę.

Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy mają trzy dni wolne w tygodniu. Otóż to, właśnie. W czwartki nie mam zajęć. Co pozwala mi na owo skromne zagięcie czaspoprzestrzeni i nadgonienie zaległości z całego tygodnia. Oczywiście, koniec końców okazuje się, że rzeczy do zrobienia i tak jest za dużo. Naprawdę, Kochani, odliczam dni do lipca. 1 lipca postanawiam nic nie robić. No, może wreszcie ugotuję sobie ramen. Tak na wzmocnienie.

Ale na razie ramen jest tylko odległą fantazją, a ja zanurzam się w nauce, pracy i życiu, i podgryzam sobie – na wzmocnienie właśnie – ziarna soi.

Być może jest Wam, Drodzy Czytelnicy, znana taka potrawa jak gomoku mame. Jeden z podstawowych dań w arsenale szanującej się pani domu i matki, spełnia funkcję naszej starej dobrej surówki: praktycznie zawsze znajduje się na obiadowym stole. Gotowana soja i warzywa, proste, zdrowe i pyszne. Ale moje gomoku mame jest trochę inne.

Na przepis wpadłam wymyślając catering na maraton filmów japońskich. Chciałam jakoś zaprezentować soję szerszej publiczności. Ale musiałam tak zaprojektować dania, aby każdy mógł sobie podejść do stołu i nałożyć, co chce. No i, oczywiście, potem to jakoś wygodnie (i godnie) zjeść. Pomyślałam sobie: a może zaserwować soję jak orzeszki?
I taka właśnie jest soja z tego przepisu: możemy ją spokojnie podać do obiadu czy zapakować sobie jako drugie śniadanie do bento (zwłaszcza, jeśli dodamy do niej pokrojone konbu), ale również jako przekąskę, na przykład do piwa.

P.S. Pamiętajcie, że ziarna soi trzeba namoczyć przez noc!

Dobrze, to ja zapraszam do przepisu i uciekam jeszcze troszkę pomiętolić tę czasoprzestrzeń. W końcu jeszcze jest czwartek.

(więcej…)

17 maja 2015 Japonia Wege

Oshizushi, czyli prasowane sushi

Wieki temu zaprezentowałam Wam przepis na ryż do sushi. Ale jak już ten ryż wykorzystać, to Wam nie pokazałam. Na szczęście, nadarzyła się ku temu okazja przy tworzeniu cateringu na maraton filmów japońskich. Chciałam wpierwprzyrządzić sushi takie, jakie znają wszyscy – maki czy onigiri… Ale pomyślałam sobie, że może zrobić je troszkę inaczej niż zwykle. Tak czy siak, postanowiłam zaserwować uczestnikom prasowane sushi, czyli oshizushi. Tradycyjnie robi się je w specjalnym pudełku, które prasuje je w równą kostkę. My musimy sobie poradzić bez niego. W przepisie znajdziecie wskazówki, czym sprasować nasze sushi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Proporcje są wyliczone na dużą blachę, ale na zdjęciach widać blaszkę raczej małą. Niech Was to nie martwi i śmiało wyciągajcie z szafki dużą prostokątną blachę.

Przepis ma dwa warianty: z makrelą oraz wegański z białą rzodkwią. Dla każdego coś miłego.

A teraz zapraszam do przepisu.

 

P.S. Jeżeli zostało Wam trochę ryżu, możecie zrobić z niego onigiri (trochę przekłamane, ale też smaczne)!

P.S. Zapraszam na mojego instagrama – dzieje się tam trochę więcej, niż na blogu…

(więcej…)

12 maja 2015 Bento Japonia Słodkie Wege

Furutsu Yakitori

Wsytd mi, kochani, okropnie wstyd. No bo na blogu cisza. I wpisy jakby krótsze. Ale obiecuję, że po tym szalonym czasie (tak, tak, dalej trwa) będę Was rozpieszczać różnymi pysznościami. A we wrześniu zabiorę Was na trzy tygodnie do Japonii. Ale zanim nastąpi ten cudowny moment, czeka mnie sesja. Pierwsza sesja, gdzie będę jednocześnie pracować. I muszę, Kochani, wymyślić, jak to wszystko zgrać. Nie zapominając, oczywiście, o blogu!

Ale póki co, żadnych cudownie czasochłonnych projektów jak chociażby ramen!

Pokładam się przed Wami, Drodzy Czytelnicy, i proszę o cierpliwość i wybaczenie. I proszę, zostańcie ze mną.

W ramach szybkich przepisów szaszłyczki z owocami, których można było spróbować na maratonie filmów japońskich. Są malutkie, idealne na jeden kęs, świetnie nadają się więc na przyjęcie czy grill party. Najlepiej, oczywiście, upiec je na grillu, ale jeżeli takiego nie posiadamy, to możemy wykorzystać patelnię grillową lub piekarnik z opcją grilla.

P.S. Takie szaszłyczki można przyrządzić sobie jako deser do drugiego śniadania. Inne pomysły na bento znajdziecie tutaj.

Ja uciekam, a Was zapraszam do przepisu!

(więcej…)

3 maja 2015 Japonia

Przedsmak maratonu filmów japońskich

Jeżeli zaglądacie na mojego Facebooka, wiecie, że w poniedzałek (4 maja) będę serwować prekąski na maratonie filmów japońskich DKFu Politechniki Wrocławskiej. Być może mignął Wam nawet gdzieś plakat, na którym w dolnym roku widnieje moje logo (jest to rzecz dla mnie nowa i przyjemna, pozwólcie mi się trochę pochwalić). Oczywiście, okropnie się cieszę. Ale też, naturalnie, bardzo denerwuję. Nigdy jeszcze nie przygotowywałam jedzenia na jakieś 200 osób. Spreparowanie poczęstunku w postaci ciast i lemoniad na 5 urodziny super duetu 3D czyli Dizajn Dla Dzieci (jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami latorośli czy dwóch, to koniecznie zajrzyjcie na ich profil na Facebooku) było jakąś namiastką poniedziałkowego przedsięwzięcia, ale – bądźmy szczerzy – proporcje się trochę różnią. Rodzaj potraw i ich poziom skomplikowania również. Ale jestem dzielna, stawię czoła tym 200 osobom i wrócę albo z tarczą, albo na tarczy. A z pewnością z plakatem, który potajemnie ukradnę i zatrzymam sobie na pamiątkę. Albo nie, oprawię sobie i powieszę.

Tak więc, stresuję się. Także jeżeli podejdziecie do stołu z jedzeniem i zauważycie, że drga, nie martwcie się. To z pewnością będą wibracje z moich trzęsących się z nerwów dłoni. Proszę, zignorujcie to wszystko i sprawiajcie wrażenie, że wierzycie w moją pewność i śmiałość. Ja w zamian spróbuję nie upuścić jedzenia i może nawet wykrztusić odpowiedź na ewentualne pytanie (pytajcie, pytajcie, będę przeszczęśliwa!).

Na razie siedzę w Warszawie, jem pyszne rzeczy (w tym prawdziwy grubiutki, nasiąkający bulionem makaron udon z Uki Uki), a w nocy nie śpię, bo rozmyślam, co ugotować najpierw: ryż czy soję… Cóż, każdy ma jakieś problemy.

Chciałabym dać Wam przedsmak tego, co czeka Was w poniedziałek. Nie ma więc dzisiaj przepisu, a, hm, prezentacja menu degustacyjnego. Oprócz mistrza Kurosawy i jego filmów będą czekały na Was cztery przekąski.

(więcej…)