16 października 2016 Słodkie

Tarta ze śliwkami i słonym karmelem miso

Październik przez trzy lata był dla mnie początkiem trudnego okresu. Co prawda, to miesiąc moich urodzin, ale to przede wszystkim początek roku akademickiego. Powrót na uczelnie oznaczał nagłą kumulacje stresu, która będzie trwać przez kolejne dziesięć miesięcy. Październik oznaczał dla mnie wstawanie świtem, wracaniem zmęczoną i wyzutą z jakiejkolwiek pozytywnej emocji z uczelni do domu, gdzie musiałam posprzątać, poprać, pracować, a w końcu zabrać się za rzeczy zadane na następny dzień. Był to początek okresu spania po nie więcej niż pięć-sześć godzin, nawet w weekend. To czas pozbawiony odpoczynku. To czas bezsenności lub spania pustego i tylko w niewielkim stopniu odbudowującego siły. To czas złości i frustracji.

Ale przede wszystkim, to czas mrocznej, ponurej determinacji.

Przez trzy lata działałam ciągle, bez przerwy, bez oddechu. Byłam zatopiona w stresie i zmęczeniu jak w gęstej lodowatej wodzie. Ale chociaż brakowało mi tchu, wciąż płynęłam pod lodem, pozwalając, aby gruba kra obowiązków blokowała dostęp do słońca i powietrza. Jednak w końcu poczułam, że tracę oddech, że kra jest za gruba, że powoli idę na dno.

Wtedy stwierdziłam, że muszę coś ze sobą zrobić. Muszę sobie pomóc.

Postanowiłam zająć się sobą po raz pierwszy w życiu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(więcej…)

6 lipca 2016 Japonia Słodkie Wege

Mizu shingen mochi, czyli jadalna kropla

Uwielbiam ten moment przed deszczem, kiedy powietrze wypełnia mokry zapach lata. Wtedy otwieram wszystkie okna na oścież, próbując skusić go do wniknięcia do mojego domu i pozostania w nim. Oczywiście, zapach deszczu nie lubi być w zamknięciu – w czterech ścianach szybko znika i pozostaje tylko wspomnieniem. Pozwalam więc, by swobodnie przepływał między pokojami, od jednego okna do drugiego, a ja chciwie zaciągam się nim, siadając na balkonie lub moszcząc się na kanapie obok wielkiego okna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(więcej…)

30 grudnia 2015 Słodkie Szybkie Wege

Sylwestrowe przekąski

Kochani, jutro Sylwester, jeżeli nie macie jeszcze pomysłu na sylwestrowe przekąski, to prezentuję Wam parę propozycji. Wszystkie opcje wegańskie zostały oznaczone jako /WEGE/.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku, Kochani! I udanego, pysznego Sylwestra.

(więcej…)

5 sierpnia 2015 Japonia Słodkie Szybkie Wege

Kakigori, czyli słodki sposób na upał

W tym tygodniu zbliżamy się do piekła. Bo jak inaczej określić te mordercze 40 stopni (i ich okolice), którymi nas straszą? Powietrze ma konsystencję starej galaretki, słońce radośnie smaży naszą skórę i mózg, pot leje się strugami. Ach, lato w pełni! Ciekawe, czy w takiej temperaturze pracował Dante, gdy opisywał poszczególne kręgi piekielne?

Ale nie martwcie się, jest prosty sposób, aby stawić czoła ogniu piekielnemu. I przy tym pyszny i orzeźwiający. Otóż, Kochani Czytelnicy, jest kakigori.

Processed with VSCOcam with s2 preset

Kakigori, czyli japońskie lekarstwo na tamtejsze gorące i parne lato: kruszony lód polany syropem. Są, oczwyście, wersje bardziej rozbudowane, na przykład ujikintoki, ale w tej najprostszej wersji potrzebujemy tylko trzech rzeczy: lodu, zimnej wody i syropu. Proste, prawda? I praktycznie każdy ma je w swoim domu. Improwizowany syrop możemy zrobić, dodając od soku cukier, mieszając i schładzając miksturę.

Gdybyśmy znajdowali się w Japonii – lub mielibyśmy polski oddział Amazona – z pewnością zaopatrzylibyśmy się w specjalną maszynkę do kruszenia, czy właściwie ścierania lodu. Albo skoczylibyśmy na najbliższą ulicę targową, gdzie na pewno znajdziemy stoisko serwujące ten przysmak. Niestety, żyjemy w Polsce i takiej maszynki (i takich ulic targowych) nie użyczymy. Ale, spokojnie! W końcu jest blender!

Blender lub malakser sprawdzą się świetnie. Wprawdzie otrzymamy kakigori bardziej wodniste od tego z maszynki, ale deser będzie równie pyszny i orzeźwiający.

Processed with VSCOcam with s3 preset

(więcej…)

22 lipca 2015 Słodkie Szybkie

Matcha galette z truskawkami

Tak więc znalazłam się w Turcji. Jeszcze w tę sobotę nie miałam pojęcia, że w poniedziałek o 1.40 będę terkotać w Polskim Busie do Warszawy na samolot do tureckiego nadmorskiego kurortu.

Piszę ten wpis siedząc na hotelowym skrawku plaży, moje uszy pieści szum fal i anglojęzyczne techno dobiegające z głośników. W zeszłym tygodnu coś mnie tknęło i nie opublikowałam tegoż przepisu na galette. No i proszę: siedzę sobie w tym tureckim kurorcie i nie muszę się martwić, że przepisu brak. Przepis jest. Przepis, którym po raz kolejny oddaję hołd herbacie matcha.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatnio kilka dobrych razy natknęłam się na truskawkowo-matchowy duet. Moja pierwsza reakcja, mówiąc szczerze, była sceptyczna; uważałam, że to połączenie ociera się wręcz o herezję, ale nic z tych rzeczy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kwaśność truskawek, o dziwo, dobrze współgra z ziemistym posmakiem matchy. Tak więc postanowiłam te dwa smaki połączyć. Bo kocham matchę i prawdziwe polskie truskawki oczywiście też.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dlaczego galette? Bo już za mną chodzi od dawna. Jest coś kokieteryjnego w brzmieniu jej nazwy. Pięknie wygląda: na pozór niedbale zawinięte ciasto okala owoce o soczystej barwie. Poza tym, galette jest wypiekiem prostym do zrobienia. A ja, jak być może już zauważyliście, lubię proste przepisy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tak więc, Kochani, przed Wami matcha galette z truskawkami. Możecie poeksperymentować z owocami (np. użyć wiśni zamiast truskawek, jako że sezon na ostatnie się już kończy), puśćcie wodze wyobraźni! Was zapraszam do przepisu, a ja wracam do leżakowania. Do zobaczenia w piątek, kiedy podrzuce Wam piątkowe linki!

P.S. zaglądnijcie na mojego instagrama, znajdziecie tam trochę zdjęć z Turcji 🙂

11756586_10200944793419385_2020789002_n

(ja i mały Leon badamy ulice Marmaris w poszukiwaniu  knajpek dla lokalsów; zdjęcie zrobione przez moją siostrę Nat Romaszkan)

(więcej…)

12 lipca 2015 Japonia Słodkie

Melonpan

Melonpan chodziło za mną od dawna. Ale proces jego tworzenia zawsze wydawał mi się trochę skomplikowany, więc odkładałam zmierzenie się z tą słodką drożdżową bułką. Ale nareszcie się odważyłam. Oto melonpan. Nie ukrywam, że silnie inspirowałam się przepisami z Angie Is a Girl i Japanese Cooking 101. Polecam zapoznać się z tymi blogami, bo znajdziecie tam nie tylko smaczne przepisy, ale też i relacje z japońskich wycieczek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niech nie zmyli Was nazwa: określa ona charakterystyczny wzorek na skórce bułki – przypominający ponoć skórkę melona – nie zaś jej smak. Ten jest, po prostu, słodko-mleczny. No i ma tę przyjemną, drożdżową nutkę, która kojarzy się z dzieciństwem. Ale właśnie – jak każdy wypiek drożdżowy, melonpan powinien być zjedzony tego samego dnia.

Ten mało określony smak pozwala na eksperymentowanie. Możecie, na przykład, posypać bułeczki kawałkami czekolady. Jadłam taką w Japonii, polecam:
melon pan 7
(A oprócz melonpan – karepan, onigiri i Pocari, czyli niskobudżetowe śniadanie mistrzów)

Możecie też dodać ekstrakt waniliowy albo jakieś owoce – może truskawki albo, właśnie, melona? Spotkałam się także z melonpan z dodatkiem matchy, ma wtedy soczysty zielony kolor. Warto poszperać w internecie w poszukiwaniu inspiracji.

Wiadomo – z ciastem drożdżowym trochę się trzeba napracować, ale naprawdę warto. Melonpan nadaje się świetnie jako drugie śniadanie. Albo jako śniadanie numer jeden, na przykład z dodatkiem domowej roboty przetworów (przetestowałam na sobie!).

P.S. dla odważnych – wersja słodko-wytrawna: Przecinamy melonpan na pół, w połówki wsadzamy ser, np. brie albo roquefort, i zapiekamy w piekarniku.

P.S.2 Za dwa miesiące będę już w Japonii! Ajaj, nie mogę się doczekać!

Dobra, a teraz do przepisu.

(więcej…)

12 maja 2015 Bento Japonia Słodkie Wege

Furutsu Yakitori

Wsytd mi, kochani, okropnie wstyd. No bo na blogu cisza. I wpisy jakby krótsze. Ale obiecuję, że po tym szalonym czasie (tak, tak, dalej trwa) będę Was rozpieszczać różnymi pysznościami. A we wrześniu zabiorę Was na trzy tygodnie do Japonii. Ale zanim nastąpi ten cudowny moment, czeka mnie sesja. Pierwsza sesja, gdzie będę jednocześnie pracować. I muszę, Kochani, wymyślić, jak to wszystko zgrać. Nie zapominając, oczywiście, o blogu!

Ale póki co, żadnych cudownie czasochłonnych projektów jak chociażby ramen!

Pokładam się przed Wami, Drodzy Czytelnicy, i proszę o cierpliwość i wybaczenie. I proszę, zostańcie ze mną.

W ramach szybkich przepisów szaszłyczki z owocami, których można było spróbować na maratonie filmów japońskich. Są malutkie, idealne na jeden kęs, świetnie nadają się więc na przyjęcie czy grill party. Najlepiej, oczywiście, upiec je na grillu, ale jeżeli takiego nie posiadamy, to możemy wykorzystać patelnię grillową lub piekarnik z opcją grilla.

P.S. Takie szaszłyczki można przyrządzić sobie jako deser do drugiego śniadania. Inne pomysły na bento znajdziecie tutaj.

Ja uciekam, a Was zapraszam do przepisu!

(więcej…)

7 maja 2015 Podstawy Słodkie Szybkie Wege

Pasta z czarnego sezamu

Pamiętacie, jak skarżyłam się, że mam teraz szalony czas w moim życiu? Coż, dalej go mam. Dlatego przepraszam, za tę ciszę na blogu. Jedną z tych szalonych rzeczy, które mi się teraz przytrafiają, było zapewnienie cateringu na maraton filmów japońskich zorganizowany przez Dyskusyjny Klub Filmowy Politechniki Wrocławskiej. Ja, kuchnia i jedzenie dla 200 osób. Gdyby nie koleżanki, które mi pomagały, wszystko szlag by trafił, a ja popełniłabym rytualne seppuku w przerwie między filmami. Nie byłoby jedzenia, to bym przynajmniej zapewniła jakąś rozrywkę. Ale uff-puff, wszystko wyszło. A nawet powiem więcej – smakowało! Nawet nie macie pojęcia, jak się strasznie z tego faktu cieszę. Ponieważ ludzie pytali się czy przepisy jedzenia, które serwowałam (więcej szczegółów tutaj) są na blogu, postanowiłam takowe jak najszybciej zrobić. Z tym „jak najszybciej” troszkę nie wyszło, ale wierzcie mi, robię, co mogę. Jako pierwsza leci pasta z czarnego sezamu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szczerze mówiąc, kiedy zobaczyłam w Tokio ludzi pałaszujących granitowe w barwie lody, miałam raczej mieszane uczucia. Kiedy jeszcze dowiedziałam się, że kolor zawdzięczają czarnemu sezamowi, byłam jeszcze bardziej sceptyczna. Czarne to to takie, no i ten sezam. Sezam w lodach? Kręciłam nosem.

Ale wtedy spróbowałam tejże pasty.

I zrozumiałam, o co tyle krzyku. Słodycz miodu przełamana jest wytrawnym smakiem gorzkawego prażonego czarnego sezamu. Owszem, wygląda jak muł rzeczny, ale niech nie zmyli Was jej wygląd. Ona jest po prostu pyszna. Chociaż radzę pożuć gumę po jej spożyciu, bo kawałeczki ziaren mogą przykleić się do zębów…

I och ach, westchnęłam, kiedy spróbowałam zaimprowizoanych lodów sezamowych! Znalezione w zamrażalniku lody pomieszałam z lekko rozwodnioną pastą i voila! Można dodać ją także do sernika czy do puddingu… A może spróbować pomoczyć w paście pocky albo ciasteczka z herbatą matcha? A może dodać do dania wytrawnego? Do makaronu soba? Do zupy? Tu ogranicza Was tylko wyobraźnia! Na dole przepisu macie jeszcze jeden pomysł na jej wykorzystanie: krakersiki z pastą z czarnego sezamu z listkiem kolendry, które cieszyły się dużym powodzeniem na maratonie filmów japońskich w ten poniedziałek (troszkę zdjęć z imprezy znajdzecie tutaj).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A teraz zapraszam do przepisu. Ja tymczasem uciekam dalej zmagać się z rzeczywistością.

(więcej…)

26 kwietnia 2015 Japonia Słodkie

Sernik ze słonym karmelem miso

Nigdy nie lubiłam serników. Spożywanie na deser sera udającego ciasto było dla mnie niezrozumiałe, a jeżeli ktoś podstępnie ukrył w masie serowej rodzynki – wręcz odrażające. Po co pakować ser do formy i piec, skoro można równie dobrze przygotować coś lepszego? Na przykład ciasto czekoladowe albo placek rabarbarowy (na który – NARESZCIE – zaczyna się sezon)?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale jakoś tak z wiekiem się przekonałam. Wciąż omijam szerokim łukiem ciężkie, męczące żołądek serniki oraz jeszcze szerszym te zawierające rodzynki. Za to te lekkie i puszyste, bez zbędnych dodatków, spodów i innych upiększaczy (tudzież pogarszaczy) jem z chęcią. Taki jest właśnie nasz rodzinny sernik. Nikt dokładnie nie wie, ile lat ma przepis. Ale babcia z łatwością recytuje go z pamięci. Zerka na zakupiony kilogram sera okiem znawcy, aby sprawdzić jego wilgotność i konsystencję i koryguje proporcje. Najbardziej lubię te „dodaj z dwa czegoś” albo „no to może jeszcze troszkę”. To takie żywe gotowanie, tworzenie przepisu na nowo, traktowanie go jako coś elastycznego i swojego, a nie chłodne i suche listy składników z książki czy gazety. Ta niedookreśloność, ale jednocześnie pewność i swoboda, to coś wspaniałego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Teraz przepis na sernik przeszedł na mnie. Mogę z nim zrobić wszystko – zniszczyć, zapomnieć, zmodyfikować, ulepszyć, pogorszyć, zachować go dla siebie albo się nim podzielić. Kiedy starsze pokolenie przekazuje nam rodzinny przepiśnik czy bloczek kartek z naskrobanymi różnym charakterem pisma przepisami, stajemy się częścią rodzinnej tradycji. Możemy wściubić swój młody nos w przeszłość naszej rodziny. Przede wszystkim w tę kuchenną, ale przecież kuchnia i jedzenie to coś więcęj – to rozmowy, angedoty, tajemnice, konfesje, kłótnie i w końcu gęsta od uczuć cisza. Jesteśmy obdarzeni odpowiedzialnością, nie tylko za tę zwykłą, trochę brudną i wyblakłą już karteczkę z przepisem, ale za skrawek rodzinnej historii i tradycji, które są z nią związane.

No więc przepis był mój, ale nie do końca. Ale przywłaszczyłam go sobie, robiąc drobną modyfikację. Otóż zaczęłam używać cukru pudru zamiast cukru kryształu, przez co sernik jest bardzo puszysty, lekki i nie tak przesadnie słodki. Posunęłam się o krok dalej i zmieniłam oryginalną polewę czekoladową na karmel. I to nie byle jaki. Bo słony. I z dodatkiem pasty miso.

Po co wciskam tutaj to japońskie sojowe coś?

A po to, żeby było smaczniej. To taki słony karmel tylko poziom wyżej. Bo, jak już pewnie wiecie, jasna pasta miso nie jest po prostu słona. Jej smak jest znacznie bardziej złożony. Powiedziałabym: słonko-słona, ale to też nie oddaje całego mile skomplikowanego doznania smakowego. Więc chyba najprościej będzie, jak powiem, że karmel miso jest po prostu pyszny. A jak nie wierzycie, to zapraszam do gotowania i sprawdzenia czy mówię prawdę.

Na koniec sernikowa ciekawostka: Japończycy uwielbiają sernik i są mistrzami w wymyślaniu jego nowych smaków i odmian.

P.S. Zajrzyjcie na mojego Facebooka, bo się tam trochę dzieje!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA (P.S.2 sernik prawie wypadł mi z piekarnika, kiedy go wyjmowałam. Dlatego troszkę pękł z jednej strony. Ale i tak był pyszny. )

(więcej…)

19 kwietnia 2015 Mięso Ramen Słodkie Wege

StrEAT 2015: subiektywny przewodnik po (kilku) foodtruckach

Kochani, mam teraz trochę szalony okres w życiu. Dużo do zrobienia, mało czasu. Potencjalne zmiany, a nawet przełomy. Także wybaczcie, jeżeli na blogu będzie cicho. Postaram się utrzymać częstotliwość dwóch wpisów na tydzień, ale niczego nie obiecuję. Kochani, proszę Was o cierpliwość.

W piątek uciekłam od rzeczywistości na festiwal foodtrucków StrEAT. Różnorodność jedzenia, zapachy i tłum ludzi oszałamiały. Trochę tym wszystkim onieśmielona i przytłoczona, usiadłam i zaczęłam chłonąć wszystko wzrokiem (oraz węchem, oczywiście). Kiedy zjawiły się moje towarzyszki, dwie cudowne siostry, które zgodziły się uczestniczyć ze mną w tej gastronomicznej rozpuście, wkroczyłyśmy między foodtrucki. Poniższy przewodnik opisuje, gdzie jadłyśmy i czy nam smakowało. Jest to tekst bardzo subiektywny, jak już zresztą wspomniałam w tytule.

Dziękuję Zosi i Basi za cierpliwość, kiedy robiłam zdjęcia jedzeniu i jęczałam im do ucha, żeby coś jeszcze zjeść, oraz za bycie wspaniałymi jedzeniowymi modelkami.

(więcej…)