26 czerwca 2016 Uncategorized

O ciszy

Cisza. Bardzo długa cisza. Ale wróciłam. Witajcie z powrotem. To był trudny okres. Czasami bardzo trudny. Pracowałam, uczyłam się, zajmowałam się domem, rodziną, nie narzekałam, nie zatrzymywałam się, nie odpoczywałam, nie myślałam. Wszystkie myśli i uczucia trzymałam w sobie, prąc naprzód, dalej i dalej. Ale w pewnym momencie stanęłam i zdałam sobie sprawę, że jestem zmęczona. Wyczerpana.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nie miałam siły na nic. Wiedziałam, że muszę wreszcie zacząć odpoczywać. Że nie mogę spać po kilka godzin dziennie, pić trzech mocnych kaw na dzień, czarnych jak smoła, cały czas coś robić, ciągle i ciągle, bez przerwy. Więc zaczęłam małymi kroczkami. Szłam wcześniej spać. Oglądałam przez chwilę jakiś program w telewizji. Zaczęłam więcej rozmawiać z moimi przyjaciółkami, które przez cały czas stały przy mnie i były moim wsparciem. Ale mimo podjętych kroków, moje zdrowie mocno ucierpiało. Musiałam się więc zupełnie wyciszyć i zająć się nim, zanim sytuacja się pogorszy. Ale teraz więcej odpoczywam, regeneruję powolutku siły. Wracam.

W tym okresie przepracowania, frustracji i stresu, który z uporem maniaka naciskał na moją pierś i utrudniał oddychanie, pośród obowiązków, strachu i udawania wracałam do Japonii. Znowu do Japonii. Do momentu, kiedy byłam naprawdę wolna. Sama, nieobarczona niczym. Chłonąca wszystko ze spokojnym umysłem. Wspomnienia z Japonii przychodziły nieoczekiwanie, przywołane zapachem, dźwiękiem czy światłem prześwitującym przez liście kwitnących drzew. Wciąż przychodzą. Pojawiają się w każdym momencie, przy najzwyklejszych czynnościach, bez zapowiedzi. Nie są to obrazy z wielkich świątyń, miejsc wytłuszczonych w przewodnikach turystycznych, wciąż pięknych i niezapomnianych, mimo natłoku turystów. Te przebłyski z Japonii, które nagle wyślizgują się bez zapowiedzi z czeluści mojej pamięci długotrwałej to zwykłe momenty. Deszcz podczas powrotu do mieszkania z supermarketu w Osace, gdzie codziennie przechodziłam obok wielkich nóg autostrady sunącej nad ulicą. Stanie na balkonie późnym wieczorem w Kioto, popijając herbatę i obserwując ludzi spieszących do domów. Kupowanie wody w automacie przy malutkiej prywatnej klinice ukrytej wśród zawiłych uliczek Himeji, z dala od mrowiska turystów, jakim jest górujący nad miastem zamek. To kluczenie po ulicach i uliczkach miast, i odkrywanie księgarń pachnących starym papierem i kurzem, malutkich sklepików wypchanych po brzegi kuchennymi akcesoriami, barów ze świeżymi ciastkami lub waflami ryżowymi wciśniętych na rogu jakiegoś bloku lub maciupkich parków, gdzie ciepła woń kwiatów i trawy nagrzanej w słońcu mieszała się z krzykiem dzieci i śmiechem plotkujących staruszków. Zwykłe sceny, codzienne momenty, zapachy, dźwięki. To mnie uspokajało. Wciąż uspokaja.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I chociaż ta zwykła Japonia jest też brzydka, szara i nieraz wręcz śmierdząca, to dla mnie wciąż jest piękna. Wciąż ją kocham. Tak jak kocham tego bloga: wymyślanie potraw, robienie zdjęć, pisanie, kontakt z Wami, Kochani. I chociaż w przyszłości mogą pojawić się momenty, że znowu na blogu ucichnie, to pamiętajcie, Kochani, że mimo wszystko wrócę. Tutaj. Do Was.

26 marca 2016 Uncategorized

Wesołego jajka, Drodzy!

Drodzy,

w Japonii Wielkanoc nie cieszy się tak wielką popularnością, co Boże Narodzenie. Mimo to chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego, bo przecież u nas Wielkanoc jest. Mam nadzieję, że – tak jak ja – spędzicie te święta w gronie bliskich, najlepiej tych najbliższych i najprzyjemniejszych. Żebyście nie musieli biegać cały czas i przygotowywać kolejnych rzeczy, tylko sobie wreszcie odpoczęli i żeby krewni (ci mniej przyjemni) nie zamęczali Was pytaniami. I może jeszcze, żeby była już wiosna, wiosna w pełni.

Wykorzystując okazję, chciałabym Wam przeogromnie podziękować, że jesteście tu ze mną, że mnie czytacie, że piszecie. Każdy Wasz głos, miłe słowo czy konstruktywna krytyka to dla mnie coś bardzo ważnego; coś, co pokazuje, że Marycooking ma sens. Dziękuję, Drodzy.

Jeszcze raz wszystkiego dobrego i ogromne dzięki!

Wasza Mary

4 marca 2016 Uncategorized

#odkrywamTwórców

Ostatnio brałam udział w konkursie Blog Roku. Nie przeszłam do następnego etapu, co zrobić, ale i tak dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie głos. Dzięki! Ostatnio Ania z Kobiety do Kodu wymyśliła akcję #odkrywamTwórców, w której osoba biorąca udział dzieli się trzema blogami z własnej kategorii, które ją w jakiś sposób zainteresowały i mnie do niej zaprosiła. Oczywiście, zgodziłam się, bo pomysł wydaje się być fajny: w ten sposób rzeczywiście możemy coś z tego konkursu wyciągnąć, poznać nowe blogi, a nie skupiać się wyłącznie na rywalizacji i gorączkowym zdobywaniu głosów. Niestety, nie znalazłam żadnych blogów związanych z kuchnią japońską, które by mnie zainteresowały, ale poniżej zamieszczam trzy blogi kulinarne, które mnie zaintrygowały i wracam do poszukiwania inspiracji.

 IMG_1320

Lady Kitchen

Spodobały mi się tutaj od razu zdjęcia – kolorowe, ale utrzymane w prostej stylistyce. Dużo tutaj przepisów z każdego rodzaju kuchni, każdy znajdzie więc coś dla siebie. Oprócz przepisów autorka dostarcza nam dawkę ciętego humoru i ironii o sprawach różnych.

Poczuj się jak w domu

Kolejny blog, z ładnymi zdjęciami – jasne, proste, widać, że autorka wykształca swój styl. Tak samo, jak w Lady Kitchen, znajdziemy tutaj przepisy z różnych kuchni: zrobimy zarówno omlet ze szpinakiem jak i stare dobre spring rollsy. Duży plus za sporo przepisów śniadaniowych – omlety, placuszki czy „chińskie bułeczki”, co kto lubi.

Gotuj z Kasią

Zdecydowanie mój faworyt. Być może kojarzycie Kasię z magazynem KOCIOŁ, którego jest współtwórczynią. Jeśli nie znacie Kotła, to radzę Wam do niego zajrzeć, jest dostępny za darmo w sieci, a znajdziecie w nim fajne przepisy z cudownymi zdjęciami.

Ale wracając do bloga – od razu witają nas piękne zdjęcia, nie tylko jedzenia, ale też scen z życia Kasi i jej rodziny, także tej kociej. A jak wiadomo, koty są super.

Bardzo podoba mi się styl zdjęć Kasi – prosty, jakby trochę nostalgiczny, ale jednocześnie przyjemnie ciepły. Na blogu znajdziemy całą kopalnię pysznych przepisów, zarówno tych klasycznych – np. pastę z suszonych pomidorów, jak i specjały kuchni dolnośląskiej (sałatka ze skorzonery skradła me serce) czy azjatyckiej (jako fanka batatów nie mogę się doczekać, aby spróbować zupy z batatów!).

14 listopada 2015 Uncategorized

Liebster Award, czyli 11 faktów o mnie

Kilka dni temu zostałam nominowana do Liebster Award przez Emaliowany Czajnik. Dziękuję za nominację. Liebster Award polega na wytypowaniu blogów, które mają odpowiedzieć na 11 pytań. Odpowiedziałam na nie z czystą przyjemnością, bo dotyczą kwestii kulinarnych, więc bardzo mi bliskich. Nad niektórymi musiałam się nieźle zastanowić, bo chociaż wydają się być na pierwszy rzut oka proste, to odpowiedź na nie była małym wyzwaniem.

Processed with VSCOcam with s2 preset

(więcej…)

17 lipca 2015 Piątkowe bento Uncategorized

Piątkowe bento – 17.07.2015

Kolejny piątek, kolejna porcja linków. Piszę do Was z malowniczego Karpacza, który zafundował mi niezły szok kulturowy. Takiego stężenia cebuli w powietrzu dawno nie spotkałam. Na szczęście uciekłam ze swoją towarzyszką (nie)doli wyżej, w leśno-górskie ścieżki, gdzie oddałyśmy się podziwianiu natury, zabijaniu komarów oraz dyskusji o królisach.

Co mnie najbardziej dzisiaj zaskoczyło? Kawa mrożona w kawiarni w Karpaczu. Ewidentnie zrobiona z kawy rozpuszczalnej. A co jest jeszcze lepsze? Pani ekspedientka bezceremonialnie wyjęła ją ze stojącej za nią szafy chłodniczej i postawiła z iście peerelowskim rozmachem przede mną. Z grzeczności troszkę wypiłam. A potem przez kilka godzin całe moje jestestwo robiło mi wyrzuty, że pozwoliłam na coś takiego.

Cóż mogę rzec, Karpacz jest fascynujący w swoim prostactwie i braku jakiejkolwiek kultury kulinarnej.

A teraz do linków. Jako że wyjazd do Japonii się zbliża, a ja coraz bardziej nie mogę się jej doczekać, prezentuję Wam, Kochani Czytelnicy, kilka artykułów, między innymi, o gajina podróżowaniu po Japonii.

JAPONIA:

1. Na pierwszy ogień idą zdjęcia utalentowanej Two Red Bowls z jej wyprawy do Japonii. Zdjęcia piękne, naprawdę polecam. Przytulam się do ekranu komputera, kiedy sobie pomyślę, że za dwa miesiące będę w tych miejscach. Ach!

2. Pociągowe kanji – teraz coś bardziej praktycznego: jak rozszyfrować japońskie rozkłady jazdy i pojechać tam, gdzie się chce. Raczej dla tych, którzy planują podróż do Japonii.

3. Ekiben, czyli bento w pociągu – historia o sławnych bento, które możemy spożyć podczas podróży pociągiem w Japonii. W ogóle polecam rozglądnąć się po portalu Tofugu, ma bardzo fajne poradniki do nauki kany i ciekawe artykuły dotyczące Kraju Kwitnącej Wiśni, jego języka i kultury.

4. 20 japońskich letnich słów – ot, taka ciekawostka.

5. Yuuya, czyli dom bardzo wąski – jest śliczny, jest wąski, jest w Tokio.

JEDZENIE:

1. Artykuł Lucky Peach o japońskich makaronach. Mniam mniam.

2. grislwithgluten – czyli artykuł o instagramowejmiłości do glutenu. Bezglutenowym skrytożercom mówi NIE.

RESZTA:

1. O Chlebie – niedawno ukazałam się nowa książka Elizy Mórawskiej, autorki bloga Whiteplate, całkowcie poświęcona chlebom wszelkim. Warto kupić, chociażby dla zdjęć. No i oczywiście dla apetycznych przepisów. (Bo Liska to też trochę taka #grilwithgluten i to jest super!)

2. Jak upleść wianek? – KUKBUK pomaga nam zapleść wianek. Fajne, urocze. I takie letnie. No i teraz każdy może mieć wianek DIY.

I to by było na tyle w tym tygodniu. Mam nadzieję, że powyższe linki się Wam przydadzą albo Was zainteresują. Do zobaczenia!

10 lipca 2015 Piątkowe bento Uncategorized

Piątkowe bento – 10.07.2015

Ostatnio zaciekawiło mnie zjawisko tak zwanych „Friday Links”, które dostrzegłam na wielu anglojęzycznych blogach. Autor dzieli się z czytelnikami linkami, które mu się spodobały lub wydawały ciekawe. Pomysł, moim zdaniem, fajny. Postanowiłam więc, że też taki cykl zacznę: co piątek na marycooking zawitają linki z całego tygodnia, które w jakiś sposób mnie urzekły lub zaciekawiły.

Szczerze mówiąc, nie wiem jeszcze do końca, jak takie posty będą wyglądać, ale póki co, rzucam pierwszą porcję piątkowych linków:

1. Wielka wyprzedaż księgarni Bookoff – obniżki cen do -80%, także w księgarni internetowej. Warto się rozejrzeć, bo mają na stanie kilka interesujących książek kucharskich o kuchni japońskiej. Może się na wyprzedaż załapią…

2. Recenzja Yemsetu na blogu JaponiaBliżej – poczytajcie, zapoznajcie się. Nowa susharnia we Wrocławiu. Jeżeli autorka uważa, że Yemsetu warto odwiedzić , to mogę się założyć, że rzeczywiście jest tam pysznie. Także jeżeli nie wiecie, gdzie wybrać się na wekendowy lunch, to przeczytajcie recenzję. Myślę, że pomoże z wyborem miejsca.

3. Ścieżka dźwiękowa z Zankyou no Terror – link do pełnego OST na Youtube. Bardzo klimatyczny. U mnie dobrze działa na koncentrację, może Wam też pomoże. Tak czy siak, warto posłuchać.

4. Artykuł o kakigori  na Japonia-Online – lekka lektura o historii popularnego japońskiego deseru, czyli kakigori (kruszonego lodu z syropem smakowym). Tak do poduszki. Albo dla inspiracji, bo niedługo znowu mają być, zdaje się, upały.

5. Lody o smaku słonego karmelu autorstwa Mandy z bloga Lady and Pups – Mandy cenię niezwykle – za jej teksty, zdjęcia i oczywiście przepisy, czasami wręcz nieprzyzwoicie dobre. Tutaj proponuje lody o smaku słonego karmelu, mniam, mniam.

6. Słodkie cytrynowe króliczki od i am a food blog – są słodkie. I pewnie pyszne.

7. 5 alternatyw dla porannej kawy – jako że ostatnio osobiście przejechałam się na zbyt dużym spożyciu kawy (no cóż, sesja…), to wrzucam. Uwielbiam kawę, ale po ostatnich wydarzeniach uznałam, że warto sobie od czasu do czasu zrobić detoks. Jeżeli ktoś też ma na to ochotę – proszę bardzo, 5 pomysłów na to, jak obudzić się bez kawy. Tak, to możliwe! Chociaż ja od tych wszystkich pomysłów wolę jednak filiżankę zielonej herbaty…

8. Konkurs fotograficzny o Japonii – dla zainteresowanych. Przyjemne nagrody.

To by było na tyle. Jeżeli możecie, napiszcie w komentarzach, co myślicie o tym pomyśle. Podoba się, nie podoba? Macie jakieś sugestie? Piszcie, będę super wdzięczna!

1 lipca 2015 Uncategorized

Rzecz o tym jak zjadłam kurczaka teriyaki KFC (i przeżyłam)

Kochani, to ja, wróciłam! Już zdrowa i po sesji, prezentuję Wam nowy wpis. Dzisiaj przepisu nie będzie, będzie za to moja krytyka okropnego tworu, który KFC lansuje jako japoński specjał. Bardzo KFC przepraszam, ale z Japonią łączy go tylko nazwa zaczerpnięta od japońskiej potrawy. Oraz parę migawek z Kraju Kwitnącej Wiśni ze stereotypowej i nieprzyjemnie powierzchownej reklamy, gdzie para białych ludzi przywozi do domu dobrodziejstwo nie-białej kultury. Może patrzę na to zbyt krytycznie, ale jako osoba, która spędziła rok na czytaniu i analizowaniu literatury postkolonialnej, mogę być troszkę przeczulona. Ale nie o tym mowa, mowa głównie o tak zwanym „kurczaku teriyaki”. Fuj. Ble.

Dla niewtajemniczonych: z dobrych kilka tygodni temu KFC wprowadziło do swojej oferty menu azjatyckie (czy jak oni to zwą). Z reguły omijam wszelkie fast foody szerokim łukiem, ale uderzył mnie komentarz mojej siostry. Zauważyła bowiem, że taki „kurczak teriyaki „z KFC stanie się pewnym wyobrażeniem japońskiej kuchni dla przeciętnego Polaka. Jest to pewne uproszczenie z jej strony, ale w jakimś stopniu miała rację. Więc postanowiłam, że ten twór zjem i się przekonam na własnej skórze, czy jest tak źle, jak mi się wydaje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Więc owego kurczaka zamówiłam i zjadłam. Jak można się spodziewać, zachwycona nie byłam. Ten sam co zwykle kurczak KFC polany lepkim sosem o mocno kwaśnej nucie, posypany odrobiną sezamu i podany na ryżu i warzywach z mrożonki o smaku bibuły. Jednym słowem: fuj.

Ale zdaję sobie sprawę, że taki oto szary Polak, co Japonię kojarzy z sushi i Pokemonami z dzieciństwa, a od fast foodów nie stroni, może w owym kurczaku zasmakować (o zgrozo!).
Tu Japonia a la KFC, tu „polskie sushi” (czyli przebogate zestawy sushi, które nijak się mają do prawdziwego, prostego i czystego w formie), tam program o tym, jaka ta Japonia dziwna i gotowe: obraz Kraju Kwitnących Zboczeńców, Pokemonów i Dziwolągów już w jakimś stopniu zagnieździł się w umysłach przeciętnych Polaków. Ale co zrobić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tak od zwykłego fastfoodowego kurczaka przeszłam do rzeczy nieco poważniejszych. Ale nie planuje przecież reformować świata. Wyrażam tutaj tylko swoją osobistą opinię i przemyślenia. Oczywiście, byłoby cudownie, gdyby ktoś przeczytał ten wpis i zastanowił się – chociaż przez chwilkę – czy warto iść do KFC i kupić tego „kurczaka teriyaki” albo obejrzał reklamę i przynajmniej zmarszczył brwi (lub też pokręcił nosem).

Już nie truję. Taki dziwny ten wpis, powiem Wam, Kochani Czytelnicy. Ale spokojnie, następnym razem zaoferuję Wam przepis. Prosty i smaczny.