Krem z kukurydzy z miso

Przepraszam wszystkich za długie blogowe milczenie. Mój mózg jest bliski przepchania się przez kanał uszny i popełnienia samobójstwa od przeciążenia. Najciętniej wyłączyłabym go, zawinęła się w kulkę i odcięła od rzeczywistości. Oczywiście, nie jest to możliwe. Trzeba skądś wziąć energię – dużo energii – żeby przetrwać ten okres. Bo tu sesja, tu zima-niezima, tutaj decyzje, tam rodzina… Ale, ach, od czego jest jedzenie! Pyszne, rozgrzejące, napełniające brzuch przyjemnym ciepłem, uprzednio rozpieszczając nasze podniebienie smakiem: prostym, ale pysznym; wielopoziomowym, delikatnym, intensywnym…

Obecnie preżywam dwie fascynacje. Jedną z nich jest ajwar, który zawsze był bliski mojemu sercu, ale ostatnio wciskam go wszędzie, gdzie się da (akurat w tym przepisie go nie ma 😉 ). Od paru dni smaruję nim kanapki i spożywam z kozim serem. Coś pięknego. Druga fascynacja to zupy. Ta fascynacja trwa już dłużej. Zupy zawsze były moim wielkim przyjacielem. Bo można je zrobić ze wszystkiego, bo są pyszne, (stosunkowo) łatwe, zdrowe (noo, powiedzmy…), rozgrzewają i pocieszają. Wpierw chciałam sprezentować Wam, Drodzy Czytelnicy, kolejny ramen po ostatnim curry ramenie, czy paru innych, które znajdziecie tutaj. Miałam już wszystko przemyślone, składniki kupione. Tylko jednej rzeczy brak: czasu. A to jeden z najważniejszych składników przy robieniu tej zupy. Także z żalem odsuwam moją miłość do ramenów na drugą połowę lutego.

Tymczasem, stworzyłam prosty przepis na odrobinę płynnego szczęścia.

Przesadzam? No, może troszkę. Ale wierzcie mi, ta gęsta zupa naprawdę naprawia humor. Słodkość kukurydzy i mleczka kokosowego, pikantność chili, i słodko-słony kopniak umami sosu sojowego i pasty miso. I nie zapomnijmy o lekkiej goryczce sezamu (lub orzechów włoskich) i kwaśności kremu balsamicznego. Mniam!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zapraszam do gotowania! 🙂

 

SKŁADNIKI (3-5 osób, zależnie od wielkości porcji):

  • 2 puszki kukurydzy (po 340 g)
  • 1 puszka mleczka kokosowego
  • 1,5 szklanki bulionu warzywnego
  • 2-3 łyżki ciemnej pasty miso
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 0,5-1 łyżeczki suszonych płatków chili
  • Sok z 1 połówki cytryny
  • Pieprz i sól do smaku
  • Krem balsamiczny (opcjonalnie)
  • Sezam lub orzechy włoskie (opcjonalnie)

*Co do składników: Za pastą miso warto rozejrzeć się w delikatesach z azjatycką żywnością lub poszukać w Internecie. Dla wrocławian – polecam Delikatesy Azjatyckie na Świętokrzyskiej, o czym wspominałam już na swoim Instagramie. Reszta składników jest ogólnie dostępna i nie powinno być z nimi kłopotów. Ale gdybyście mieli jakieś wątpliwości, dawajcie znać w komentarzach!

PRZEPIS:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odcedzamy kukurydzę i przekładamy do garnka. Zalewamy bulionem. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez około 10 minut, aż kukurydza zacznie się rozpadać. Odstawiamy na chwilę do przestygnięcia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do garnka dodajemy mleczko kokosowe i blendujemy. Od razu uprzedzam, że krem nie będzie idealnie gładki. Ale taki jego urok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ponownie wstawiamy na średni ogień. Dodajemy sok z cytryny, chili i sos sojowy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Następnie dodajemy ciemną pastę miso:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przekładamy po łyżce pasty na chochlę, nabieramy trochę podgrzewającej się zupy i mieszamy dwie substancje. Następnie mieszamy zupę z mieszaniną. W ten sposób będziemy mieć pewność, że pasta nie zbije się w grudki i będzie równomiernie wmieszana w zupę. Warto spróbować zupę po dodaniu 2 łyżek miso i sprawdzić, czy smak nam odpowiada. Może się okazać, że dla niektórych dodanie 3 łyżek sprawi, że zupa będzie za słona i zbyt intensywna w smaku. Ewentualnie pieprzymy i solimy.

 

Zupę proponuję podać z sezamem (najlepiej czarnym) lub rozkruszonymi (na przykład w moździerzu) orzechami włoskimi i polać wierzch zupy mniej więcej łyżką kremu balsamicznego. Kiedy wmieszamy go w zupę, nada jej przyjemny kwaskowaty posmak. Smacznego!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA