6 lipca 2016 Japonia Słodkie Wege

Mizu shingen mochi, czyli jadalna kropla

Uwielbiam ten moment przed deszczem, kiedy powietrze wypełnia mokry zapach lata. Wtedy otwieram wszystkie okna na oścież, próbując skusić go do wniknięcia do mojego domu i pozostania w nim. Oczywiście, zapach deszczu nie lubi być w zamknięciu – w czterech ścianach szybko znika i pozostaje tylko wspomnieniem. Pozwalam więc, by swobodnie przepływał między pokojami, od jednego okna do drugiego, a ja chciwie zaciągam się nim, siadając na balkonie lub moszcząc się na kanapie obok wielkiego okna.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kocham deszcz.

Jest w nim jakaś siła, ale też łagodność. Letni deszcz ożywia blednącą od gorąca zieleń roślin, ale też nas, zmęczonych gorącem. Robi to łagodnie, przynosząc ulgę chłodem. Czasami jednak zaskakuje porywczością i uciekamy przed ścianą deszczu o ciężkich kroplach.

Jednak dla mnie nie chłód, nie ożywienie, a właśnie ten zapach, wilgotny zapach deszczu i lekkiego, przedburzowego wiatru jest najpiękniejszy. Ale też najbardziej ulotny. Przed ulewą rośnie stopniowo, wypełnia powietrze. Tuż po deszczu, kiedy woda zaczyna parować, wybucha intensywnie, potem unosi się jeszcze przez moment, a potem powolutku znika.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Te japońskie deszcze też kocham. Chociaż deszcz w mieście pachnie niemal identycznie, to ten poza miastem ma troszkę inny zapach niż ten polski. Taki… cieplejszy. Moment przed letnią ulewą jest cięższy, kiedy powietrze nasączone jest wilgocią i gorącem jak gąbka, do granic możliwości. Potem przychodzi chwila ulgi, kiedy z nieba zaczynają spadać chłodne krople z wielką siłą i przez moment można normalnie oddychać.

Jako dziecko, kiedy podczas zabaw na podwórku zastał mnie deszcz, zamykałam oczy, zadzierałam głowę do góry i wyciągałam język, by łapać nim chłodne krople deszczu. W jakimś sensie spijałam krople deszczu spadające z nieba. A teraz można je też jeść. Oczywiście, nie dosłownie. Ale wystarczy odrobina wyobraźni, aby mizu shingen mochi zamieniło się w krople deszczu lub rosy, ledwie utrzymującą swoją stałą formę. Jest tak samo ożywcza w gorący dzień, jak chłodny deszcz, a kiedy dodamy do niej syrop, prażone, kruszone orzechy lub świeże owoce, będzie też pysznie smakowała, a połączenie fakturowych kontrastów – chrupkości, lepkości i tej dziwnej, prawie płynnej struktury – będzie przyjemnym doznaniem.

Tylko uwaga: mizu shingen mochi rozpływa się po niecałych 30 minutach w temperaturze pokojowej!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

SKŁADNIKI (na 6 średnich porcji):

  • 500 ml wody
  • 3 łyżeczki cukru
  • niecałe 3/4 łyżeczki agaru

Dodatki (opcjonalnie):

  • Kruszone orzechy (np. migdały, ziemne), sprażone
  • Syrop (np. smakowy lub zwykły)
  • Owoce
  • Kwiaty jadalne (np. bratki)

PRZEPIS:

Do rondelka wsypujemy cukier i agar. Wlewamy wodę i mieszamy, aż wszystko się rozpuści. Stawiamy rondel na średnim ogniu i doprowadzamy do wrzenia cały czas mieszając. Zmniejszamy ogień i gotujemy na wolnym ogniu przez około 2 minuty.

Przelewamy płyn do foremek i wstawiamy do lodówki na minimum 2-3 godziny.

W czasie, kiedy mochi się chłodzą, przygotowujemy dodatki: np. kroimy owoce, przygotowujemy syrop.

Kiedy mochi stężeją, bardzo powoli i delikatnie przekładamy je na talerzyki, dodajemy wybrane dodatki i od razu podajemy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA