Opowieść z Tokio – dzień II: Ueno

Wspomnienia z drugiego dnia w Tokio. W sam raz na szary i zimowy dzień;)

Drugiego dnia wybrałyśmy się z siostrą do sąsiadującej dzielnicu Ueno, okolicy parków i kompleksu muzealnego. Ale też wspaniałego, wypchanego po brzegi pysznościami targu Ameyoko!

 tokyo dzien 2 38

Zapraszam do czytania!

****

Dzień drugi rozpoczął się głodem. Przynajmniej w moim przypadku. Okropnym, ssącym głodem.

tokyo dzien 2 32tokyo dzien 2 34

Po doprowadzeniu się do stanu w miarę reprezentacyjnego, udałyśmy się w stronę stacji, po drodze zahaczając o konbini (od ang. convenience store), czyli sklep, który ma wszystko, czego można ewentualnie potrzebować na już. Są tam też pakowane bento, a więc lunche (ryż, ryba i/lub mięso, warzywa, ew. makaron lub japoński omlet, tamagoyaki); obsługa może je podgrzać, jeżeli poprosi o to klient. Śniadanie zjadłyśmy na stacji. Niestety, jest to okropne faux-pas, dlatego przez resztę pobytu rano jadłyśmy tylko bułki oraz onigiri (trójkąty z ryżu, nadziewane rybą, glonami lub piklowaną śliwką, zawinięty w nori). Natalia, moja siostra, była tym zachwycona, ja trochę mniej.

tokyo dzien 2 1tokyo dzien 2 2tokyo dzien 2 3

Dnia drugiego, najedzone, wciąż bardzo niepewne i zagubione, udałyśmy się do Ueno. Okolica sąsiadująca z Asakusą, już mniej spokojna, bliskość Akihabary i jej szaleństwa wpływa na owy region.

tokyo dzien 2 31tokyo dzien 2 35tokyo dzien 2 36

W Ueno znajduje się także słynne targowisko, przez tokijczyków czule nazywane Ameyoko. Tu również można dostać pomieszania zmysłów.

Pracownicy sklepików nawołują przechodniów, w powietrzu unosi się zapach przypraw, morza oraz dań z malutkich barów. Najpiękniejsze są stoiska z rybami. Ogromne, srebrno-czerwone. Wypchane po brzegi srebrzącymi się rybami i rybkami oraz czerwono-różowymi kalmarami, ośmiornicami i krewetkami.

tokyo dzien 2 10

tokyo dzien 2 8tokyo dzien 2 6

Warto także poszukać sklepu z ryżowymi ciastkami oraz zagryzkami do piwa: suszonymi kalmarami, rybkami czy innymi intensywnie pachnącymi specjałami.

tokyo dzien2 11

Nie polecam zatrzymywania się przy owocach – te są nieprzyzwoicie drogie w Japonii, jako że większość z nich się importuje (kraj ma jedno z największych zalesień na świecie, większość lasów jest też pod ochroną, nie można więc tworzyć plantacji oraz pól). Dlatego idąc w odwiedziny, kupuje się raczej owoce, aniżeli np. dobry alkohol.

  tokyo dzien 2 4

Podróżując po ulicach Tokyo, tych głównych i tych bocznych, trudno nie zauważyć jednej ze świątyni japońskiej hipokryzji – salonów pachinko, hazardu legalnie nielegalnego. Hazard jako taki jest zabroniony, ale Japończycy znaleźli sposób na poradzenie sobie z tą sytuacją. W salonach wygrywa się nagrody rzeczowe, np. papierosy czy czekoladę, następnie udaje się na tył przybytku i wymienia się je na pieniądze. Wszyscy o tym wiedzą, nikt nic nie mówi. Identyczna, jeżeli nie gorsza, sytuacja istnieje w tzw. wodnym biznesie, czyli w japońskim sex biznesie. Prostytucja została zakazana w 1958, prawo określa ją jako stosunek dopochwowy. Poza tym wszystko jest dozwolone. I właśnie Japończycy się w tym wszystkim specjalizują (zainteresowanych zapraszam do przeczytania mojej pracy na ten temat pt. W krainie mydła oraz Lolita Paradise).

Jako że znajdowałyśmy się bardzo blisko parku Ueno (Ueno-koen), postanowiłyśmy tam odpocząć. Jest wielki i łatwo wejść na tereny jednej z licznych świątyń i świątyniek, znajdujących się na jego terenie. Ponadto mieści się tam zoo oraz najważniejsze muzea w Tokyo (w tym Muzeum Narodowe, składające się z czterech gmachów. Ale o tym później). Zdecydowałyśmy się na Muzeum Nauki i Przyrody. Przy wejściu – szafki na parasole. Nam, ignorantom, którzy nie doświadczyli pory deszczowej, może wydawać się to śmieszne, ale takie szafki (lub stojaki z foliowymi pokrowcami na parasolki) znajdują się prawie przy każdym wejściu do miejsca publicznego. Tylko zapyziałe knajpki ich nie mają. W czerwcu każdy nosi parasol– nigdy nie wiesz, kiedy zaskoczy cię deszcz. I przede wszystkim nie masz pojęcia, czy będzie to szybki prysznic, czy mordercza ulewa z ciężkimi jak grad kroplami. Nieważne jednak, jakie warunki panują na dworze, w budynkach zawsze jest sucho, właśnie dzięki szafom i pokrowcom na parasole.

tokyo dzien 2 12

Muzeum było ciekawe, zwłaszcza część przyrodnicza, gdzie można zobaczyć jelita wieloryba, krowy oraz 250 nowonarodzonych myszek przyklejonych do ściany. Z pewnością wszystko to zostało wytłumaczone i wyjaśnione, niestety, nie umiemy czytać po japońsku, a przynajmniej nie w takim stopniu.

tokyo dzien 2 13tokyo dzien 2 14

tokyo dzien 2 15

Zdecydowałyśmy się odwiedzić także znajdujące się w pobliżu świątynie. Małe i duże, wszystkie są w jakimś stopniu odbudowane. Udaje nam się jednak znaleźć starą bramę, gdzie zauważyć można pożółkłe, prawie starte amulety ochronne, które przykleił bardzo, bardzo dawno kapłan, mnich lub onmyouji, egzorcysta i znawca wszelkich demonów Kraju Kwitnącej Wiśni.

tokyo dzien 2 16

tokyo dzien 2 17

Dotarłyśmy także do innej, gdzie na tereny świątynne prowadził korytarz z czerwonych torii, bram, które według wierzeń są przejściem ze świata ludzkiego do świata kami (bóstw) oraz innych mitologicznych stworzeń; ponadto, to jakby drzwi dla kami właśnie – świątynie uważane są za dom danego bóstwa (jeżeli mówimy o bogu miejscowym) lub za przestrzeń do odpoczynku, ewentualnej wizyty (dla bogów ważniejszych, np. Inari – bogini płodności, rolnictwa oraz paru inny rzeczy). Odwiedziłyśmy także mały przytulny kompleks świątynny, poświęcony właśnie Inari. Zewsząd spoglądały na nas lisy, zwierzęta związane z bogini.

tokyo dzien 2 18tokyo dzien 2 20

Mimo iż od ruchliwej głównej alei parku oddzielała nas tylko cienka ściana drzew, na terenie świątyni panowała zupełna cisza. Śpiew ptaków, odległe śmiechy i krzyki dzieci, szelest hakamy (tradycyjne, luźne spodnie) kapłanki – miko.

tokyo dzien 2 19

Z boku głównego budynku znajdował się wbudowany w skałę malutki ołtarzyk, także przetrwał wojnę. Wchodząc do ciasnej komnaty, ciemnej i pachnącej wilgocią, oświetlonej mdłym, drgającym światłem świeczek i starej lampki można się poczuć, jakby przeniosło się do innej epoki.

tokyo dzien 2 21tokyo dzien 2 22

Przy jednym z wejść do parku, tuż przy jeziorku wypełnionym po brzegu liliami, znajduje się małe, niepozorne muzeum – Shitamachi-kan; poświęcone jest tejże części Tokyo (shitamachi to jap. dolne miasto), którą zamieszkiwała raczej biedota. W środku – odtworzony fragment dawnej ulicy. Domy (a właściwie jednopokojowe lokum), sklepiki, nawet toalety. Do wszystkiego można wejść (oczywiście po ściągnięciu uprzednio butów!) i dotknąć, robić zdjęcia. Malutkie stoliki, szafki, nawet miniaturowe instrumenty muzyczne. Wszystko po to, aby żyć w jak najbardziej ludzkich warunkach, co z pewnością stwarza trudności, kiedy bytuje się na tak niewielkiej przestrzeni. Wychodząc, zostawiałyśmy za sobą inny, dawny świat.

tokyo dzien 2 23tokyo dzien 2 26tokyo dzien 2 27tokyo dzien 2 28tokyo dzien 2 29tokyo dzien 2 30

Na schodach muzeum grzał się, jak gdyby nigdy nic, gruby rudy kot. Kupiłyśmy sobie po bento w Seven-Eleven i wróciłyśmy do parku, aby tam je spożyć.

tokyo dzien 2 24tokyo dzien 2 25

Trudno nie zauważyć całych fortec stworzonych przez bezdomnych. Z wyboru lub nie, są jednak liczną grupą. Nikogo nie dziwi prowizoryczny namiot pod parkiem lub konstrukcja z kartonów (jeden pan miał nawet ogrodzenie!) na ulicy lub moście. Japończycy (przynajmniej ci miastowi) robią to, w czym są naprawdę świetni – udają, że nic nie widzą, niczego nie ma, no problem. Tak duże zagęszczenie bezdomnych może być konsekwencją strasznego kryzysu z lat dziewięćdziesiątych – smutny koniec okresu prosperity, tzw. bubble economy – w pewnym momencie bańka ekonomiczna pękła, a życie wielu Japończyków zamieniło się w horror. Wiele ludzi straciło pracę, a często także życie. Dopiero od niedawna sytuacja się normuje.

tokyo dzien 2 37