Opowieść z Tokyo – dzień III: Shinjuku

W całym tym szale świątecznym, tych pierogach, mięsach, macerowaniach, barszczach, zobowiązaniu do rodzinnego nicnierobienia, zatęskniłam do Japonii. Tak odmiennej od Polski, od tego polskiego zgiełku i tradycji. Więc zaczęłam wspominać, oglądać zdjęcia, przywoływać zapachy, uczucie gorąca i muśnięcia chłodnego deszczu o rozgrzaną skórę, gorycz zimnej herbaty w restauracji, zaciekawione spojrzenia w metrze…

Drodzy Czytelnicy, jeżeli i Wy chcecie na chwilkę oderwać się od (po)świątecznego zgiełku, krzątania oraz sprzątania, to zapraszam do czytania części trzeciej moich wspomnień z Tokyo! Tym razem – Shinjuku! 🙂

tokyo dzien 3 31

 

***

tokyo dzien 3 11

Dzień trzeci rozpoczął się bułką melonową, kawą z puszki i gryzem Calorie Mate. Mały, kruchy batonik, zawierający wszelkie potrzebne ciału składniki. Niestety, zapach i smak owego japońskiego kuriozum trudno wytrzymać. Naszym celem – Shinjuku. Chyba jedna z najbardziej kontrastowych okolic w Tokyo. Z jednej strony znajduje się tutaj dawna dzielnica czerwonych latarni, Kabuki-cho, teraz wypełniona sklepami z komiksami, automatami z zabawkami, salonami pachinko, sklepami z dziwnymi rzeczami (w tym jeden cały poświęcony Hello Kitty!), malutkimi uliczkami z równie malutki barami.

tokyo dzien 3 10 (Sławne wejście do Kabuki-cho)

tokyo dzien 3 13 (Sklep dla fanów Hello Kitty)

Z drugiej strony – wysokie wieżowce kompanii oraz urzędów. Z jeszcze innej strony – Shinjuku-koen, przez niektórych uważany za najpiękniejszy park w Tokyo (na tyle piękny, że został wiernie odwzorowany w filmie Makoto Shinkaia z 2013, Kotonoha no Niwa, czyli Ogród Słów).

Nie można również zapomnieć o okolicach Kabuki-cho, gdzie bardzo łatwo znaleźć kolejny ewenement japoński: hotele miłości (jap. Rawu hoteru), w których można w spokoju oddać się wiadomym praktykom, nie martwiąc się o cienkie ściany mieszkania lub krępującą obecność teściów.

tokyo dzien 3 12 (Cennik przed wejściem do jednego z hoteli miłości)

W lepszych hotelach tego rodzaju mamy do wyboru pokoje tematyczne. Seks na karuzeli? Na wyścigówce, na bezludnej wyspie? Proszę bardzo, a wszystko w przytulnym, bezpiecznym objęciu dźwiękoszczelnych ścian. W tej samej okolicy widać wszędzie reklamy tzw. host klubów, a więc miejsc, gdzie przystojni (kwestia bardzo subiektywna) panowie lub piękne (żeby nie powiedzieć, plastikowe) panie spędzają z klientem czas, jednocześnie wysysając z niego jeny z zatrważającą prędkością.

tokyo dzien 3 14 (afisze host clubów)

Wyposażone w kilka map i planów (w Tokyo ostrożności nigdy dość) zapuściłyśmy się w boczne uliczki, podziwiając po raz kolejny architektoniczny brak smaku Japończyków, tym razem na przykładzie właśnie hoteli miłości.

tokyo dzien 3 15 (Jeden z hoteli miłości, jakie znalazłyśmy po drodze)

Wprawdzie nie udało się nam znaleźć legendarnych, przypominających disnejowskie pałace przybytków, ale i tak było na co popatrzeć. O ile tradycyjna architektura japońska jest przepiękna, to ta nowoczesna – wyjąwszy parę wyjątków – to, mówiąc krótko, koszmar.

tokyo dzien 3 4tokyo dzien 3 3

Możliwe, że reszta dużych miast tak nie wygląda. Tokyo jednak było odbudowane od niemal zera, poza tym, jako stolica i największe skupisko ludzi na wyspach (13 mln ludzi!) cierpi z powodu eksperymentów, nieudanych prób przystosowania europejskich trendów oraz zastraszającego tempa rozbudowy.

tokyo dzien 3 8

Wystarczy wyjechać z miasta na kilka miesięcy, by po powrocie czuć niepokój – kawiarnie, sklepy, firmy upadają i powstają, a każdy niemal przybytek burzy stary budynek i na jego miejscu stawia nowy, ignorując te stojące obok. Mamy więc dziwaczny, groteskowy, mieszający w głowie i nokautujący co chwilę nasz zmysł estetyczny miszmasz.

tokyo dzien 3 6tokyo dzien 3 5

W tym chaosie znalazłyśmy za to czteropiętrowy sklep z komiksami, animacją oraz akcesoriami z nimi związanymi. Aż cztery piętra? Tylko cztery! W Akihabarze normą są sklepy ośmio-, dziesięciopiętrowe. Trochę niepewne, powoli weszłyśmy do środka. Przywitało nas znudzone irrashaiiii… (Witamyyy…) pracownika. Ale nie tylko. Bam! Zalała nas feeria barw – okładki magazynów, komiksów, ręczniki z podobiznami bohaterów, torby, pudełka na drugie śniadanie, długopisy, naklejki… Wszystko przyciągało wzrok kolorem i zakręconym wzorem lub pstrokatym napisem. Wyszłyśmy odurzone.

tokyo dzien 3 16 (niekończące się rzędy automatów na monety 100-jenowe z małymi zabawkami)

tokyo dzien 3 17 (wnętrze sklepu z komiksami)

 

Wygłodniałe po tylu doznaniach, udałyśmy się do tradycyjnej knajpki.

tokyo dzien 3 20

Tam zamówiłyśmy japońskie curry, kare raisu.

tokyo dzien 3 18

Ciemne, brązowe, zawsze podawane z ryżem i jedzone łyżką, troszkę słodkawe, ale jednocześnie ostre. Zupełnie inny smak niż potrawy indyjskie. Zdarza się, że do japońskiej wersji dodaje się jabłek lub odrobiny kakao. Wiele gospodyń domowych często wybiera to danie, które jest pożywne, zdrowe, a także bardzo łatwe w przyrządzeniu. W każdym sklepie spożywczym można kupić kostki, które dodaje się do gotującego się obiadu, działa to jak indyjska masala. Nie trudno też natknąć się na ulicy na bar lub restaurację serwujące wyłącznie różne rodzaje kare raisu. Warto dodać do niego pikle, znajdujące się z reguły na stole, polecam zwłaszcza imbir i burak (ewentualnie śliwkę, chociaż ta najlepiej smakuje z samym ryżem).

tokyo dzien 3 19 (pikle do kare raisu)

 

 

Najedzone, ruszyłyśmy dalej. Upewniwszy się dokładnie, gdzie jest nasza lokacja (chociaż w przypadku Tokyo, swoją lokację można określić tylko mniej więcej), ponownie zapuściłyśmy się w boczną uliczkę, Golden-gai, czyli skupisko malutkich, obskurnych barów.

tokyo dzien 3 21

Tam same bary, wyglądające, jakby mogły pomieścić tylko dwie-trzy osoby. Wszystkie jeszcze zamknięte, w końcu to środek dnia. Shinjuku ożywa nocą.

tokyo dzien 3 23tokyo dzien 3 22

Wyjście z uliczki to maluteńki, króciutki parczek, dla nas Europejczyków będący ledwie aleją, tu – cennym kawałkiem zieleni.

 

Idziemy w kierunku przedostatniego przystanku – obserwatorium w budynku jednego z urzędów.

tokyo dzien 3 24 (widok na wieże urzędu w Shinjuku)

Tam, na górze, widać jak gęsto zabudowane jest Tokyo. Ogromne zielone plamy parków mają w sobie coś groteskowego –przypominają nowotwór w szarej tkance miasta.

tokyo dzien 3 26 tokyo dzien 3 27tokyo dzien 3 25

 

 

Kiedy dochodziłyśmy do naszego ostatniego przystanku, Korean Town, było już ciemno.

tokyo dzien 3 28

tokyo dzien 3 29

 

tokyo dzien 3 30

Dzięki temu okolica ta wyglądała jeszcze bardziej kuriozalnie. Tysiące, setki tysięcy błyszczących neonów, mieszające się zapachy przysmaków kuchni koreańskiej, małpki skaczące na wystawach sklepów zoologicznych. Inne twarze, patrzące na nas bez skrępowania, inny język, nie tak melodyjny jak japoński, bardziej krzykliwy, o krótszych dźwiękach i większej natarczywości. Mikroświat, trzymający się silnie swojej kultury, języka i kuchni, walczący, aby nie pochłonęło go miasto-monstrum, Tokyo.

tokyo dzien 3 32