17 października 2015 Japan trip 2015 Japonia

Przemyślenia po powrocie z Japonii

Wiele, wiele razy zabierałam się do pisania o Japonii. Z reguły wydobywałam z siebie kilka zdań, po czym porzucałam proces twórczy lub po prostu usuwałam to, co napisałam. Jadąc metrem, maszerując ulicą, obserwując ludzi i otoczenie, ćwicząc, siedząc też w domu i przyswajając kolejny dzień pełen wrażeń – cały czas w moim umyśle dryfowała kwestia tego, jak i co mam napisać. Myślałam o relacjach z poszczególnych miejsc lub z każdego dnia. Zastanawiałam się nad tworzeniem cykli tematycznych. Pomysłów miałam mnóstwo. Ale zupełnie nie wiedziałam – i w sumie wciąż nie do końca wiem – w jaki sposób mogę najlepiej oddać moje wrażenia, odczucia i doświadczenia. Jak mogę przekazać Wam, Kochani, moją bezkresną – aczkolwiek nie bezkrytyczną – miłość do Japonii i pokazać, czym był dla mnie ten wyjazd.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bo nie pojechałam do Japonii jako turysta w czystym tego słowa znaczeniu. Jeżeli ktoś interesuje się wszelkimi aspektami jakiegoś kraju od wielu, wielu lat, trudno traktować go jako zwykłego turystę. Sposób, w jaki odbiera on miejsce, w którym się znajduje, określam jako świadomy. Nie odbiera on otaczającej go rzeczywistości taką, jaką jest: w jego głowie konteksty kulturowe, język, religia, znajomość sytuacji społecznej tworzą siatkę wokół tego, co widzi. I ta siatka ciągnie się i ciągnie, znajdując coraz więcej punktów zaczepienia, kolejne aspekty kulturowe, polityczne czy społeczne, rozrasta się. W ten sposób taki podróżnik analizuje i rozumie otoczenie znacznie lepiej, aniżeli osoba, która przyjechała do Japonii nie wiedząc o niej nic lub bardzo mało. Nie piszę tego, aby w jakiś sposób tutaj kogokolwiek krytykować. Jeżeli pojechałabym do, powiedzmy, Paryża, też zachwycałabym się jedzeniem, widokami i klimatem, ale – jako osoba nieobeznana z kulturą i polityką Francji – nie odbierałabym tego w szerszym spektrum. Nie jest to coś, co chcę poddawać jakiemukolwiek osądowi. Chcę tylko powiedzieć (być może w bardzo oględny sposób), że bycie w Japonii jest dla mnie przeżyciem złożonym i zupełnie odmiennym, niż przebywanie w innym kraju.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Byłam w Japonii. Byłam w Japonii przez trzy cudowne tygodnie. Sama. Zobaczyłam mnóstwo rzeczy, zjadłam mnóstwo jedzenia, poznałam kilka wspaniałych osób. Przede wszystkim doświadczyłam Japonii w sposób świadomy. Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że wiele miejsc opuściłam. Ale za to wszystko, co udało mi się zobaczyć i spróbować, wykorzystałam w pełni. Mogłabym zobaczyć więcej, znacznie więcej. Jednak czy przebieganie przez muzea, świątynie i inne atrakcje wypisane w przewodniku, pstrykanie zdjęć i pędzenie do następnego miasta, aby zobaczyć jak najwięcej jest lepsze od skrupulatnego zwiedzania miasta, pchania się do bocznych uliczek, kręcenia się po parkach i wchodzenia do sklepów? Żadnego miasta nie definiowałam poprzez jego atrakcje. W każdym miejscu pozwalałam moim nogom zejść z głównych ulic, gdzie zorganizowane wycieczki zmierzały strumieniem ku kolejnemu punktowi z serii must see. Zbyt wiele wiem o Japonii (chociaż rzeczy wciąż mi nieznanych jest jeszcze więcej), aby taka forma jej doświadczania mnie satysfakcjonowała.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Interesuję się Japonią już wystarczająco długo, aby moja bezkrytyczna fascynacja przerodziła się w swego rodzaju love-hate relationship. Ale postrzeganie licznych wad japońskiego społeczeństwa i mentalności Japończyków powoduje, że przebywanie w Japonii sprawia mi jeszcze większą satysfakcję. Japonia jest wielowymiarowa i żywa. Prawdziwa. To nie tylko gejsze, samuraje, zboczeńcy i otaku, ale zwykli ludzie. Zwykły kraj, który z jakiegoś powodu gości w moim sercu już dobre 10 lat. Jak każdy kraj, ma on swoje wady, zalety i społeczne problemy. Ze smutkiem widzę, jak wiele osób dosyć selektywnie podziwia Japonię: zachwycają ich stara architektura, kuchnia lub gościnność, ale ignorują problem rasizmu czy historycznej hipokryzji. Ale jak można w pełni doświadczyć kultury jakiegokolwiek narodu bez dostrzegania także jej ciemnej strony?

Czy robię się za bardzo filozoficzna?

Jeżeli tak, przepraszam, wytrzymajcie jeszcze trochę.

Przeczytałam mnóstwo książek, wysłuchałam mnóstwo historii z pierwszej ręki, trochę sama doświadczyłam. Ale wciąż ten kraj kocham. Kocham-nienawidzę, ale wciąż akceptuję. Chodząc po szarych ulicach, mieszkając w małych mieszkankach, ignorując spojrzenia i nieprzyjemne szepty, wciąż czułam się swobodnie. Dziwnie swobodnie: byłam sama w kraju oddalonym o tysiące kilometrów od domu, zdana tylko na siebie. Ale znałam te ulice. Znałam te miejsca. Zapachy. Szarość i brzydotę nowego budownictwa przeplatającego się ze starymi przepięknymi domami. Melodię języka, zawsze ocierającą się o uszy, nawet gdy nie skupiałam się na słowach. Część doświadczyłam już dwa lata temu. Ale większość znałam tylko z książek, filmów i z Japonii wyobrażonej w mojej głowie. Mimo wszystko, kiedy poruszałam się po zupełnie nieznanych mi miastach i miasteczkach, ulice – chociaż obce – budziły u mnie wrażenie pewnej bliskości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Te trzy tygodnie mnie zmieniły. Nabrałam pewności siebie, stałam się bardziej niezależna. Ale jednocześnie nauczyłam się też polegać na innych: w Japonii czułam się bezpiecznie i swobodnie między innymi dlatego, że wiedziałam, że w każdym momencie mogę poprosić o pomoc osobę na ulicy. A ona – uprzedzona wobec gaijinów (obcych) czy nie – spróbuje mi pomóc najlepiej, jak potrafi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moja wiedza o Japonii powiększyła się, wzbogacona o nowe doświadczenia, spotkania, historie i obserwacje. Ale mimo tego mój stosunek do niej nie uległ zmianie – wciąż żywię do Kraju Kwitnącej Wiśni mieszankę miłości i pewnego rozczarowania. Moja podróż wręcz utwierdziła mnie w przekonaniu, że ten kraj ma specjalne miejsce w moim sercu. Ale – jak już wcześniej wspomniałam – nie oznacza to, że przyjmuję go w sposób bezkrytyczny. Dostrzegam jego problemy, tak jak uznaje się istnienie wad kochanej osoby: są one jej integralną częścią.

Wpis ten był trochę bardziej o mnie, niż o Japonii. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Ale chciałam podzielić się z Wami, Kochani, moimi uczuciami do Japonii. Moimi przemyśleniami, jak to określiłam w tytule. Są to refleksje, które tworzyły się moim umyśle od dłuższego już czasu, ale dopiero samotny pobyt w Japonii uformował je ostatecznie i ubrał w słowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

  • Świetny wpis i w sporym stopniu także oddaje moje japońskie doświadczenia, mimo że spędziłam tutaj więcej czasu. „Love-hate relationship” idealnie oddaje moje podejście 😀

    • marycooking

      Dziękuję <3

  • Myślimy, że gdybyśmy miały siąść i opisać nasze uczucia po pobycie w Japonii byłyby one podobne. Pomimo wszystkich wad jakie dostrzegamy i tak ciągnie nas by tam wrócić 😉

    • marycooking

      Właśnie, pomimo wszystkiego, jest w tej Japonii coś, co każe wracać! 🙂