28 lutego 2015 Japonia Ramen Wege

Ramen z grzybów shiitake

Tydzień temu chwaliłam się, że wreszcie sobie nagotuję różnych rzeczy, ciesząc się chwilą odpoczynku. Nie martwcie się, przepisy są, zdjęcia są, jedzenie było, zostało zjedzone. Ale przez ostatni tydzień, kiedy czym prędzej wracałam do domu i zasiadałam przed komputerem, żeby napisać post, w mojej głowie pojawiała się pustka. Nic nie potrafiłam z siebie wydusić. Nie pomagała muzyka, spacery, przeglądanie książek kucharskich… Nic. Będąc ofiarą typowej blokady artystycznej, chcąc nie chcąc, zaczęłam się zastanawiać nie nad tym, co napisać, ale nad istotą tego, co piszę. O czym powinnam pisać. Powinnam?  Czy to dobre słowo? Budzi raczej nieprzyjemne skojarzenia z przymusem. A ten blog z pewnością nim nie jest.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Myślałam – i wciąż nad tym rozmyślam – o czym chcę tutaj pisać. O jedzeniu? Jasne. O moim życiu? O sobie? O swoich marzeniach, zachciankach, potrzebach? Ach, wątpię, by kogoś te rzeczy interesowały. Nie jestem też osobą wylewną i wątpię, bym potrafiła o takich rzeczach pisać. Miałabym ciągłe poczucie, że się narzucam i męczę kochanych Czytelników. Boże uchowaj. Ale też nie da się ukryć, że jestem zwykłym ludzkim stworzeniem. Że kiedy widzę, jak bohaterowie mojego dzieciństwa, moi dziadkowie, starzeją się coraz szybciej i szybciej, to nie potrafię znaleźć w sobie chwilowo  siły na napisanie czegoś ambitnego. Bo coś tam skręca i kłuje, kiedy oni – ludzie niezwykle wykształceni, którzy objechali cały niemal świat i widzieli wiele, zaczynają rozumieć i wiedzieć o świecie mniej, niż ja, w porównaniu z nimi zasmarkana jeszcze gówniara.

Albo kiedy widzę, jak moja najlepsza, najwspanialsza przyjaciółka, kobieta o złotym sercu, cierpi, a ja nie mogę jej pomóc. Mogę tylko dodać otuchy, przytulić, wysłuchać. Ale, koniec końców, pozostawiam ją samą ze swoim smutkiem. Albo kiedy tato ma anginę i jedyne, co mogę robić, to zalewać wrzątkiem kolejne saszetki Teraflu, wydzielać lekarstwa i podrzucać nowe opakowania chusteczek higienicznych. Chcę pomóc, ale nie mogę. I chociaż wiem, jak bardzo absurdalne jest moje poczucie, że nic nie robię, żeby im pomóc, to nie jestem w stanie tego smutku i frustracji powstrzymać.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Może dlatego – między innymi – gotuję. Bo wiem, na przykład, że moja siostra ucieszy się, kiedy upiekę jej ulubione ciasto marchewkowe albo buraczane. Kiedy byłam jeszcze dzieckiem i mieszkałam tylko z tatą, nauczyłam się gotować. Sama, metodą prób i błędów. Bo chciałam gotować obiady. Nie dla siebie, nie umiem gotować dla siebie. Ale dla taty, żeby po pracy przyszedł do domu, gdzie czeka ciepły obiad. Dotychczas żywiłam się mrożonkami lub rzeczami nie-obiadowymi, na przykład zjadałam miskę płatków z mlekiem. Trudno nazwać to pełnowartościowym posiłkiem. Ale kiedy odkryłam perwersyjną niemal radość gotowania dla innych, tworzenia gotowego dania z poszczególnych składników, odsunęłam w cień te wszystkie świństwa, które jadłam, by zaspokoić głód. I tylko głód.  I może dlatego gotuję: dla tego uśmiechu i „pycha”, które słyszę od innych, kiedy im coś upichcę. Drodzy Czytelnicy, wygląda na to, że jestem bardzo samolubną osobą.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tak oto się okropnie rozpisałam, ale w sumie nie udało mi się odpowiedzieć na pytanie, które zadałam sobie na początku: o czym chcę pisać? Cóż, na pewno o jedzeniu, a co do reszty, to się zobaczy…

 

Co do samego dania:  bulion jest zupełnie wegański, ale to nie znaczy, że nie możemy zrobić sobie z niego ramenu nie-wegańskiego i dodać – jak ja – jajka czy mięsa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

SKŁADNIKI (na dwie duże porcje):

BULION:

  • 2 litry wody
  • 50 g suszonych grzybów shiitake
  • 2 płaty konbu
  • 3 szalotki
  • ¼ selera
  • 1 mała główka czosnku, przekrojona na pół
  • Około 3-centymetrowy kawałek imbiru
  • 7 łyżek jasnego sosu sojowego
  • 3,5 łyżki mirin
  • Ewentualnie pieprz i sól do smaku

 

MAKARON:

  • Kupiony lub własnoręcznie zrobiony (przepis tutaj); około 200-300 g

 

DODATKI (do wyboru):

  • Jajko (wersja niewegańska)
  • Dymka
  • Wakame
  • Sezam

*Co do składników:

Polecam Internet. Odkryłam, że – przynajmniej we Wrocławiu – trudno o suszone grzyby shiitake w przystępnej cenie w sklepach stacjonarnych. Wyjątkiem jest sklep Delikatesy Azjatyckie na ulicy Świętokrzyskiej, o kórym już wspominałam. Polecam go, bo rzeczywiście mają duży wybór produktów w przyjaznych cenach. Ostatnio natknełąm się też na sklep internetowy Czyli Chili, gdzie też warto zajrzeć. Jeżeli sami macie jakieś preferowane sklepy, byłabym przeszczęśliwa, gdybyście podzielili się swoją wiedzą!

PRZEPIS:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

/Przepis na bulion zaadaptowany z Momofuku/

W dużym garnku podgrzewamy wodę do 65 stopni Celsjusza, wyłączamy ogień i wkładamy do wody konbu. Moczymy przez około godzinę.

W międzyczasie mielimy grzyby na proszek. Najlepiej zrobić to w malakserze.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po upływie czasu wyjmujemy konbu z wody. Doprowadzamy ją do delikatnego gotowania i wrzucamy proszek z grzybów oraz warzywa. Zmniejszamy ogień i gotujemy na wolnym ogniu przez około 1,5 godziny. Odcedzamy, wstawiamy na mały ogień i dodajemy sos sojowy i mirin.

 

Dodatki:

W czasie, kiedy bulion się gotuje, przygotowujemy dodatki, np. gotujemy jajko, namaczamy glony czy szatkujemy dymkę.

 

Kiedy wszystko jest już gotowe, do misek wkładamy makaron i dodatki. Zalewamy bardzo gorącym bulionem i podajemy natychmiast.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA