Rzecz o tym jak zjadłam kurczaka teriyaki KFC (i przeżyłam)

Kochani, to ja, wróciłam! Już zdrowa i po sesji, prezentuję Wam nowy wpis. Dzisiaj przepisu nie będzie, będzie za to moja krytyka okropnego tworu, który KFC lansuje jako japoński specjał. Bardzo KFC przepraszam, ale z Japonią łączy go tylko nazwa zaczerpnięta od japońskiej potrawy. Oraz parę migawek z Kraju Kwitnącej Wiśni ze stereotypowej i nieprzyjemnie powierzchownej reklamy, gdzie para białych ludzi przywozi do domu dobrodziejstwo nie-białej kultury. Może patrzę na to zbyt krytycznie, ale jako osoba, która spędziła rok na czytaniu i analizowaniu literatury postkolonialnej, mogę być troszkę przeczulona. Ale nie o tym mowa, mowa głównie o tak zwanym “kurczaku teriyaki”. Fuj. Ble.

Dla niewtajemniczonych: z dobrych kilka tygodni temu KFC wprowadziło do swojej oferty menu azjatyckie (czy jak oni to zwą). Z reguły omijam wszelkie fast foody szerokim łukiem, ale uderzył mnie komentarz mojej siostry. Zauważyła bowiem, że taki “kurczak teriyaki “z KFC stanie się pewnym wyobrażeniem japońskiej kuchni dla przeciętnego Polaka. Jest to pewne uproszczenie z jej strony, ale w jakimś stopniu miała rację. Więc postanowiłam, że ten twór zjem i się przekonam na własnej skórze, czy jest tak źle, jak mi się wydaje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Więc owego kurczaka zamówiłam i zjadłam. Jak można się spodziewać, zachwycona nie byłam. Ten sam co zwykle kurczak KFC polany lepkim sosem o mocno kwaśnej nucie, posypany odrobiną sezamu i podany na ryżu i warzywach z mrożonki o smaku bibuły. Jednym słowem: fuj.

Ale zdaję sobie sprawę, że taki oto szary Polak, co Japonię kojarzy z sushi i Pokemonami z dzieciństwa, a od fast foodów nie stroni, może w owym kurczaku zasmakować (o zgrozo!).
Tu Japonia a la KFC, tu “polskie sushi” (czyli przebogate zestawy sushi, które nijak się mają do prawdziwego, prostego i czystego w formie), tam program o tym, jaka ta Japonia dziwna i gotowe: obraz Kraju Kwitnących Zboczeńców, Pokemonów i Dziwolągów już w jakimś stopniu zagnieździł się w umysłach przeciętnych Polaków. Ale co zrobić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I tak od zwykłego fastfoodowego kurczaka przeszłam do rzeczy nieco poważniejszych. Ale nie planuje przecież reformować świata. Wyrażam tutaj tylko swoją osobistą opinię i przemyślenia. Oczywiście, byłoby cudownie, gdyby ktoś przeczytał ten wpis i zastanowił się – chociaż przez chwilkę – czy warto iść do KFC i kupić tego “kurczaka teriyaki” albo obejrzał reklamę i przynajmniej zmarszczył brwi (lub też pokręcił nosem).

Już nie truję. Taki dziwny ten wpis, powiem Wam, Kochani Czytelnicy. Ale spokojnie, następnym razem zaoferuję Wam przepis. Prosty i smaczny.