19 kwietnia 2015 Mięso Ramen Słodkie Wege

StrEAT 2015: subiektywny przewodnik po (kilku) foodtruckach

Kochani, mam teraz trochę szalony okres w życiu. Dużo do zrobienia, mało czasu. Potencjalne zmiany, a nawet przełomy. Także wybaczcie, jeżeli na blogu będzie cicho. Postaram się utrzymać częstotliwość dwóch wpisów na tydzień, ale niczego nie obiecuję. Kochani, proszę Was o cierpliwość.

W piątek uciekłam od rzeczywistości na festiwal foodtrucków StrEAT. Różnorodność jedzenia, zapachy i tłum ludzi oszałamiały. Trochę tym wszystkim onieśmielona i przytłoczona, usiadłam i zaczęłam chłonąć wszystko wzrokiem (oraz węchem, oczywiście). Kiedy zjawiły się moje towarzyszki, dwie cudowne siostry, które zgodziły się uczestniczyć ze mną w tej gastronomicznej rozpuście, wkroczyłyśmy między foodtrucki. Poniższy przewodnik opisuje, gdzie jadłyśmy i czy nam smakowało. Jest to tekst bardzo subiektywny, jak już zresztą wspomniałam w tytule.

Dziękuję Zosi i Basi za cierpliwość, kiedy robiłam zdjęcia jedzeniu i jęczałam im do ucha, żeby coś jeszcze zjeść, oraz za bycie wspaniałymi jedzeniowymi modelkami.


FOODSZAK
:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Foodszak od razu rzuca się w oczy: soczyście różowy i włochaty. Moją pierwszą myślą było: też chcę taki. Foodszak serwuje naleśniki. Zauroczone wyglądem foodtrucka zamówiłyśmy naleśnika z nutellą i truskawkami, w ramach przerwy między pierożkami, zapiekankami i chlebkami naan. Wybór jest dość spory, zarówno słodkich, jak i wytrawnych wariantów, ale troszkę rozczarował mnie rozmiar: raczej domowy, czyli odpowiadający klasycznej patelni, którą znajdziemy w każdym domu. Jednak ta wielkość jest w sam raz, jeżeli chcemy właśnie przegryźć coś słodkiego, a nie się tym napchać. Ciasto też przypomina te zrobione w domu: mokre i tłuste. Nie twierdzę, że to źle, lubię też i takie. Jeśli chodzi o ciasto naleśnikowe, to jest to kwestia bardzo subiektywna. Nie trzeba czekać długo na swoje zamówienie, obsługa jest przyjazna i się uwija.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
(Basia z Foodszakowym naleśnikiem)

 

BUD-K:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Te naleśniki mają cudownie słuszny rozmiar (40 cm średnicy). Narzekałabym na mały wybór smaków, ale rekompensują go dwa warianty naleśników wegańskich. I opcja ciasta gryczanego za dodatkowe 2 zł. Te naleśniki smakowały mi bardziej niż Foodszaka – lekkie, mniej tłuste i nie takie mokre. Ale jak już mówiłam, to kwestia całkowicie subiektywna. Trochę trzeba poczekać, z jakieś 15 minut, ale zawsze można sobie przysiąść obok foodtrucka i obserwować, jak nasz naleśnik się smaży. Obsługa miła, chociaż zdarzają się wpadki (np. pomylenie się z rodzajem ciasta). Nie jest to jednak nic wielkiego, a serdeczne wywrzaskiwanie imion klientów, kiedy zamówienie jest gotowe powoduje uśmiech na twarzy i wynagradza te drobne pomyłki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
(
Dama z naleśnikiem)

 

BRUNO RAMEN BAR:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyobraźcie sobie moją ekscytację, kiedy wśród tłumu i foodtrucków wypatrzyłam napis „ramen”! Oczywiście, miałam w sobie pewną dozę nieufności – od kiedy ramen stał się modny, zbyt łatwo przyklejamy tę etykietę do wyrobów, które z tym wspaniałym daniem nie mają nic wspólnego. Ale spróbować trzeba, uznałam i ruszyłam w kierunku długiego czarnego autobusu przerobionego na bar.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No ale jak ten ramen? Cóż, ramen to to nie jest.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przede wszystkim zawiódł mnie makaron: suchy, twardy, blady i raczej kupny, nie miał nic wspólnego z alkaicznymi, sprężystymi nitkami o intensywnej żółtej barwie. Bulion miał przyjemny smak, troszkę jakby cytrusowy, wyczuwalne było bogate w umami konbu. Z pewnością nie miał nic ze znanych „tradycyjnych” bulionów: tonkotsu, shio czy shoyu. Niektórym może przeszkadzać tłustość potrawy, ale ramen na bulionie wieprzowym czy wołowym po prostu taki jest: tłusty i sycący. Jakby co, to jest też opcja wegańska.

Dodatki wypadły różnie. Plusem były cztery wielkie krewetki na porcję. Ale już grzyby shiitake czy pak choi były troszkę za krótko gotowane, przez co trudno było je pogryźć. Miłym akcentem okazała się butelka srirachy na podajniku – ostatnio bardzo modny trend wśród foodies.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przeraziła mnie jednak cena: 25 zł. Rozumiem, gdybym poszła do poznańskiego Yeztu albo krakowskiej RAMEN GIRL, lokali, które wyrabiają własny makaron i serwują wszystko w słusznych porcjach. Ale za małą miskę niezbyt udanego ramenu z pomyłką zamiast makaronu to po prostu za dużo.

Wnętrze jest ciasne, ale klimatyczne – siedzi się w autobusowych krzesełkach przy małych drewnianych stoliczkach. Jeśli się wychylimy, możemy bezczelnie podglądać, co dzieje się w kuchni. Można też podejść do lady, złapać garść ryżowych przekąsek i podgryzać je w oczekiwaniu na swoje zamówienie. Obsługa jest naprawdę życzliwa, cierpliwa, wszystko wytłumaczy, podziękuje za szczerą opinię czy sugestie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
(
Zosia siorbie ramen-nie-ramen)

 

NAAN TANDOORI & GRILL:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zapach unoszący się z tego foodtrucku oszałamia. Przyciąga. Wabi słodkawym aromatem grillowanego kurczaka i piekącego się chlebka naan. Zwabione zapachami, zamówiłyśmy po krótkiej naradzie wersję WEGE (humus, granat, świeża mięta). Cóż, o ile chlebek smakował nam bardzo i zgodnie stwierdziłyśmy, że czekanie 15-20 minut było go warte, to humus nas rozczarował. Okazał się być mdły i za rzadki jak na nasze gusta. Dodałybyśmy więcej cieciorki, czosnku i cytryny. Mimo wszystko, byłyśmy zadowolone – stawiający lekki opór pod naciskiem zębów, cudownie świeży chlebek naan i aromaty dochodzące z foodtrucka były wystarczająco satysfakcjonujące. Mimo wszystko, lepiej chyba sięgać po wersję z kurczakiem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
(
Piękna Zofia)

 

ZAPIEKSOWNIA:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zapieksownia ma przyjemnie minimalistyczny wygląd, co jest miłą odmianą po pstrokatych, brzydkich lokalach i budkach rozrzuconych po polskich miastach. Intrygujące są też pozycje w menu: Niemka z suszonymi pomidorami i szynką szwarwaldzką czy Hiszpanka z chorizo brzmią smakowicie. Ceny są przystępne, po dyszkę za dużą zapiekankę. Nie spodobało nam się jednak kładzenie na zapiekanki sera Gouda. Oczywiście, jest tani, ale pewne zestawienia smakowe – jak chociażby wspomniane wcześniej Hiszpanka i Niemka – po prostu przestają być takie smaczne, kiedy pokrywa je gruba warstwa żółtego sera.

 

BRATWURSTY I HAPPY LITTLE TRUCK:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W tych foodtruckach nie jadłam na festiwalu, ale miałam już okazję spróbować ich wyrobów i szczerze polecam skosztowania pyszności u Bratwurstów (zwłacza curry wurst) czy wypiekanej w kamiennym piecu pizzy z Happy Little Truck.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

P.S. Moją krótką recenzję Bratwurstów znajdzecie tutaj.

 

MOMO SMAK:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moim zdecydowanym faworytem były tybetańskie pierożki gotowane na parze, serwowane przez Momo Smak. Z resztą chyba nie tylko moim, bo do tego samochodu z tybetańską flagą i grafiką z uśmiechniętym kucharzem ustawiały się największe kolejki. Trudno się dziwić. Przede wszystkim zachwyca wybór – mamy nadzienia mięsne, z owocami morza, wegetariańskie czy wegańskie. Pysznie wyglądają też dodatki (kimchi, sałatka z wakame, sałatka z alg morskich ), chociaż ich cena (8 zł), wydaje się być troszkę wygórowana. W każdym koszyczku (14 zł) znajdziemy 10 pierożków, do których dobieramy sobie sos (slodki lub ostry). My wybrałyśmy wołowinę i krewetki. Wołowina była soczysta i miała przyjemną selerowo-cebulową nutkę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Krewetki smakowały nam bardziej, świetnie współgrały ze słodkim sosem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dla pragnących czegoś słodkiego po pierożkach, Momo proponuje za dyszkę mango lassi. Czy dobre, nie wiem, nie próbowałam. Ale wyglądało smacznie.

Zamówienie dostaje się szybko, sosu do maczania starcza aż nadto. Minusem jest za to brak możliwości dobierania różnych smaków – wszystkie 10 pierożków muszą być takie same. No trudno, i tak są pyszne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
(
Basi pierożki smakowały bardzo)

  • Caroline Kusch

    Fajnie! Szkoda ale przesz ta pogoda w sobotę juz nie dotarłam tam – następnym razem 🙂 zapraszam do mnie: http://www.redchillilounge.com