16 października 2016 Słodkie

Tarta ze śliwkami i słonym karmelem miso

Październik przez trzy lata był dla mnie początkiem trudnego okresu. Co prawda, to miesiąc moich urodzin, ale to przede wszystkim początek roku akademickiego. Powrót na uczelnie oznaczał nagłą kumulacje stresu, która będzie trwać przez kolejne dziesięć miesięcy. Październik oznaczał dla mnie wstawanie świtem, wracaniem zmęczoną i wyzutą z jakiejkolwiek pozytywnej emocji z uczelni do domu, gdzie musiałam posprzątać, poprać, pracować, a w końcu zabrać się za rzeczy zadane na następny dzień. Był to początek okresu spania po nie więcej niż pięć-sześć godzin, nawet w weekend. To czas pozbawiony odpoczynku. To czas bezsenności lub spania pustego i tylko w niewielkim stopniu odbudowującego siły. To czas złości i frustracji.

Ale przede wszystkim, to czas mrocznej, ponurej determinacji.

Przez trzy lata działałam ciągle, bez przerwy, bez oddechu. Byłam zatopiona w stresie i zmęczeniu jak w gęstej lodowatej wodzie. Ale chociaż brakowało mi tchu, wciąż płynęłam pod lodem, pozwalając, aby gruba kra obowiązków blokowała dostęp do słońca i powietrza. Jednak w końcu poczułam, że tracę oddech, że kra jest za gruba, że powoli idę na dno.

Wtedy stwierdziłam, że muszę coś ze sobą zrobić. Muszę sobie pomóc.

Postanowiłam zająć się sobą po raz pierwszy w życiu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Postanowiłam zacząć od początku. Nie było to łatwe. Cały czas nie jest. Ale zmieniam się. Zaczynam się szanować. Uczę się cierpliwości do siebie. Uczę się sobie odpuszczać. Nie jestem w stanie napisać wpisu? Nie jestem w stanie przeczytać książki? Zrobić sobie porządnego obiadu?Okej. Dzisiaj sobie odpuszczam. Powoli. Bez pośpiechu.

Kiedyś wszystko, co robiłam było dla mnie obowiązkiem, coś, do czego muszę użyć całej swojej woli, żeby się za to zabrać. Wszystko. Nawet rzeczy, które kocham. Blog. Czytanie. Nauka języków. Nawet te rzeczy najbardziej podstawowe. Posiłek. Prysznic.

Ale teraz, po praz pierwszy od dawna, czuję przebłyski chęci. Czuję chęć poczytania czegoś. Czuję chęć wypróbowania jakiegoś przepisu, poeksperymentowania. Chociaż takie bodźce wydają się być normalne, dla mnie są czymś niezwykłym i ważnym. Czymś niezwykle cennym i wciąż jeszcze kruchym. Jakby zbyt gwałtowny ruch mógł rozbić je na tysiące kawałeczków, które — zbyt maleńkie — rozpierzchłyby się po czeluściach mojego jestestwa. Dlatego muszę dać sobie czas. Muszę odpocząć. Nauczyć się odpoczywać.

Chociaż większość moich znajomych kontynuuje studia, ja zdecydowałam się, przynajmniej na razie, poprzestać na licencjacie z anglistyki. Po trzech latach październik nie jest dla mnie miesiącem strasznym i niechcianym. Po raz pierwszy od trzech lat mam wolne wieczory i weekendy. Po raz pierwszy raz od trzech lat oddycham łatwiej.

Wiem, że to jeszcze nie koniec. Że to nie jest takie proste. Że to trudne i czasami frustrujące. Ale czuje zachodzące we mnie drobne, drobniutkie zmiany i strasznie się cieszę.

Jesień, która kojarzyła mi się zawsze z tym natłokiem obowiązków i wyczerpaniem, znowu sprawia mi przyjemność. Cieszę się ze swoich urodzin. Ze swetrów i jesiennych butów. Z niezliczonych barw drzew. Siedzeniem pod kocem z książką przy kominku. Bardziej sycącymi, bardziej aromatyczniejszymi potrawami. Słodszymi, cięższymi ciastami, które mają nas ogrzać i osłodzić nam coraz dłuższe jesienne wieczory i deszczowe, przeszywające zimnem popołudnia. Dlatego wymyśliłam takie ciasto, idealne na jesień: z cierpkimi węgierkami, kruchym ciastem i bogatym, słodko-tłustym karmelem z dodatkiem pasty miso, która podkręca słodkawy smak i dodaje słony posmak do całości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lubię to ciasto tym bardziej, że jest takim małym krokiem do przodu. Znakiem, że wreszcie znowu chcę, czuję potrzebę testowania siebie i różnych smaków w kuchni. I chociaż wiem, że przede mną jeszcze długa droga, to póki co, wydaje się być ona tak prosta, jak nigdy.

/na podstawie tego przepisu/

SKŁADNIKI:

Spód:

  • 200 g mąki
  • 120 g masła
  • 2 żółtka
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 2 łyżki cukru

Nadzienie:

  • 400 g śliwek (pokrojonych na połówki lub ćwiartki)
  • 100 g masła
  • 100 ml śmietany 18%
  • 2 jajka
  • 3 łyżki jasnej pasty miso

PRZEPIS:

Nagrzewamy piekarnik do 200 stopnii. Składniki na spód zagniatamy na gładkie ciasto i wyklejamy nim formę na tartę (najlepiej o średnicy 26 cm). Pieczemy przez około 15 minut. Wyciągamy.

W głębokiej patelni lub rondlu rozpuszczamy masło, następnie wsypujemy cukier. Kiedy zaczyna się karmelizować (po około 10-15 minutach), dodajemy śliwki i karmelizujemy je przez około 5 minut. Przekładamy je na spód, zostawiając karmel w rondlu.

Śmietanę łączymy z jajkami w osobnej misce, następnie powoli przelewamy miksturę do karmelu, cały czas mieszając. Dodajemy miso i dokładnie mieszamy. Jeśli miso nie chce się rozpuścić, podgrzewamy trochę karmel, aby rozpuścić pastę.

Ściągamy karmel z ognia i zalewamy nim owoce. Tartę wstawiamy do piekarnika na około 30-40 minut.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

  • Natalia Grad

    A ile cukru dodajemy do masła w garnuszku?