24 września 2017 Osobiste

Zmiany, zmiany

Nastała jesień. Pierwszy dzień września zapukał do drzwi z subtelnością Godzilli, obwieszczając ścianą deszczu i ogólną pizgawicą, że oto Polska Złota Jesień. Gwałtowny spadek temperatury, gwałtownie skracający się dzień, gwałtownie wzrastające rachunki za gaz i prąd i ogólny gwałt na mojej osobie, źle znoszącej ten okres przejściowy.

I też znak, że coraz bliżej moje urodziny. A z nimi refleksja, co ja to w ciągu tego roku (nie) osiągnęłam. Pocieszam się faktem, że urodziłam się blisko Światowego Dnia Zwierząt. To już, jakby nie patrzeć, jest jakieś osiągnięcie, chociaż nie jest to, w sumie, moja zasługa.

Tak czy siak, z reguły jestem niezadowolona z urodzinowego bilansu. I czuję, że w tym roku też tak będzie. Ale nie aż tak. Bo przecież tyle się wydarzyło.

Wybaczcie, że post znowu o mnie. Ale chcę się z Wami, Kochani, podzielić tym, co w ciągu tego roku osiągnęłam.

Mogłabym się rozpisywać, że rok temu obroniłam się i ukończyłam studia na specjalizacji tłumaczeniowej i lingwistycznej, a moja praca miała bardzo mądrze brzmiący tytuł „Engrish, or the Errors Committed by Japanese Users of English in the Light of Contrastive Analysis of English and Japanese”. Nie przyznam się, ile zajęło wymyślenie go, ale jestem z niego stosunkowo dumna. Piszę między innymi o Ericach Craptonach, więc jakby ktoś chciał to moje opus magnum trzech lat studiów przeczytać, to zapraszam.

Więcej zdarzyło się w przeciągu tego półrocza. Prawie 5 miesięcy temu skończyłam swoją 2-letnią pracę tłumacza w firmie internetowej i zaczęłam profesjonalnie gotować. Zmienił się też mój tryb pracy – ze zdalnej pracy i siedzenia w piżamie przed komputerem na pełnoetatowe 8 godzin.

Praca z kolei pozwoliła mi na przeprowadzenie się z domu na własny kąt i tak oto zamieszkałam na wrocławskim Nadodrzu, jednym z tych wrocławskich mikroświatów, w którego tkankę powoli wchodzi hipsterstwo, jak w warszawską Pragę. Mam całe szalone 10 minut tramwajem do pracy. Do mnóstwa wspaniałych miejsc mam na tyle blisko, że mogę w nich pójść w kapciach – do Skądmasz i Roślin, do Wilka Sytego, do Znasz Ich Bistro, do Róży Rozpruwacza, do parku, a nawet dwóch. Życie jest, na swój sposób piękne.

Kilka miesięcy temu, jeszcze na wiosnę, współpracowałam z Robertem Makłowiczem i  ś.p. Piotrem Bikontem nad wrocławskim przewodnikiem kulinarnym, który niedługo powinien (wreszcie) ujrzeć światło dzienne. Podczas zbierania materiałów do niego wiele się nauczyłam – o jedzeniu, o życiu, o pisaniu, a nauczyli mnie tego Robert i, przede wszystkim, Piotr. Piotr, który był osobą wybitną i niezwykle mądrą, posiadającą przeogromną wiedzę humanistyczną i kulinarną, i który był dla mnie mentorem. NIeustannie zadawał pytania, kazał mi myśleć i samej te pytania zadawać, uczył i pokazywał, zawsze też miał w zanadrzu kulinarną bądź literacką anegdotę, która także miała służyć jakiejś nauce. Szczerze mówiąc, wciąż nie mogę uwierzyć, że już go nie ma.

Ale to już było, to już przeszłość. Dobra i zła, ale jednakowo ważna.

Co do teraźniejszości, to jest różnie – raz lepiej, raz gorzej. Ostatnio straciłam kogoś bardzo bliskiego. Zostałam odcięta z dnia na dzień, bez słowa. W sposób dla mnie niezrozumiały. I bolesny. Ale wiecie co? Nic tak nie rozwija człowieka, jak ból. Nic tak nie udowadnia, jak bardzo jesteś silny. Jest ciężko. Czasami strasznie. Czasami przebrnięcie przez dzień spala wszelką energię, jaką mam. Czasami nawet więcej – zdążyłam już schudnąć prawie 3 kg. Ale daję radę, prę naprzód. Jest lepiej, kroczek za kroczkiem. Pomimo wszystkiego, wciąż wstaję. Cytując Mayę Angelou, still I rise.

A w przyszłości, i to bliskiej, bo w listopadzie, jadę do Japonii. Do mojej ukochanej Japonii, tak pięknej i brzydkiej jednocześnie. Co prawda tylko na 2 tygodnie, ale jednak. I to jeszcze eleganckim, bezpośrednim lotem z Warszawy. Możecie w to uwierzyć? BEZPOŚREDNIM. Jak to pięknie brzmi. Tylko 10 godzin lotu i jestem w Tokio. Co prawda nie mam jeszcze do końca planów, co i gdzie w tej Japonii zwiedzać, ale póki co, to przyjmuję kurs na południe. Oczywiście, będę się z Wami wszystkim dzielić na fejsbuku i instagramie, które teraz się trochę kurzą, ale o których nie zapomniałam i zaraz, za chwilę reaktywuję.

P.S. Żeby nie było, że cały czas o sobie, to zdradzę Wam, że hoduję dla Was 3 wpisy jedzeniowe, a na kolejny książkowy zbieram listę moich faworytów. Ale od razu mówię, że nie wiem, kiedy się tutaj pojawią. Jakkolwiek ważny jest dla mnie blog, to nauczyłam się, że moje zdrowie jest ważniejsze. Dziękuję, że to rozumiecie.

  • Joanna Bartkiewicz

    cieszymy się z powrotu! <3